Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 23.



Żadna siła nie zatrzymałaby mnie w pokoju, gdy na dole coś niepokojącego działo się z Harrym. Czułam z tym zielonookim chłopakiem jakąś niewytłumaczalną więź, która teraz popychała mnie do działania. Odczekałam kilka sekund, poprawiłam bluzkę i wyjrzałam na korytarz. Głosy dochodziły z parteru, więc cicho podeszłam do schodów, ciesząc się w duchu, że moje kapcie tłumiły dźwięki kroków. Zatrzymałam się w połowie stopni i z trudem stłumiłam krzyk, zasłaniając usta ręką. Na krześle na środku salonu siedział Harry. Zayn i Liam przytrzymywali  jego ramiona, gdy próbował się wyrywać, a Louis klęczał na podłodze przed nimi. Samo patrzenie na twarz Harry’ego sprawiało mi fizyczny ból – z rozciętego łuku brwiowego chłopaka sączyła się krew, spływająca po policzku i wsiąkająca w kołnierzyk koszuli, spod wilgotnych od potu loków wyzierała para intensywnie zielonych oczu, kipiących wściekłością, dolna warga była nabrzmiała. Gdybym nie wiedziała, że to Harry, mogłabym go nie poznać w tym stanie. Bez wahania zbiegłam na dół, ominęłam stojącego w drzwiach Horana i podeszłam do Harry’ego. Liam na mój widok zbladł, chciał odesłać mnie z powrotem na górę, ale zmroziłam go spojrzeniem i bez cienia lęku zbliżyłam się do pobitego chłopaka, który na mój widok nieco się uspokoił.
- Puśćcie go – poprosiłam cicho. Harry opadł bezsilnie na krzesło, nie próbował już stawiać oporu. Usłyszałam, jak Liam wstrzymuje powietrze, gdy położyłam dłoń na policzku pokiereszowanego przyjaciela, unosząc delikatnie jego twarz w stronę światła. Poczułam odór alkoholu, a z bliska widać było, jak spuchnięta warga zmienia kolor na siny. Nie wyglądało to dobrze, ale byłam przyzwyczajona do takich widoków, jeśli można tak powiedzieć.
- Louis, odsuń się, proszę. Zayn, przynieś czysty ręcznik. Liam, miska z zimną wodą. Niall, apteczka. Już – rozdawałam zadania cichym, zdecydowanym głosem, by nie stresować dodatkowo Harry’ego. Chłopcy szybko pojawili się z powrotem, przynosząc potrzebne rzeczy. Zayn pomyślał także o przyniesieniu kilku kostek lodu zawiniętych w lnianą chusteczkę, więc zaczęłam od przyłożenia ich do ust Harry’ego. Gdy poczuł zimno, próbował zerwać się z krzesła, a Liam natychmiast znalazł się między mną a chłopakiem.
- Kochanie, odsuń się. Harry nic mi nie zrobi – poprosiłam. – Harry, spokojnie, daj sobie pomóc, dobrze?
Chłopak jęknął w odpowiedzi. Pozostali odsunęli się na kilka kroków, by dać mi przestrzeń potrzebną, by opatrzyć ranę. Sukcesywnie, przy użyciu ręcznika nasączonego zimną wodą, oczyściłam twarz zielonookiego z zaschniętych plam krwi, zdezynfekowałam zranienie, które okazało się dość małe – na szczęście nie trzeba było go szyć. Nałożyłam wyjałowiony gazik i obandażowałam, cały czas cicho mówiąc do Harry’ego, jak do małego dziecka.
- Dobra, chłopcy. Pomóżcie mu dojść na górę i ułóżcie go w łóżku, poduszka pod kark. Koszulę zapierzcie w zimnej wodzie, będzie jak nowa. – polecenia skierowałam do Louisa i Liama, a Harry’emu obiecałam, że przyjdę do niego za kilka minut. Zebrałam apteczkę, wyniosłam ręcznik i miskę do kuchni, szukając pretekstu, by na chwilę zostać sama. Oparłam czoło o chłodne drzwiczki szafki i głęboko odetchnęłam. Dopiero wtedy straciłam opanowanie, z którym przed chwilą zajmowałam się chłopakiem. Nie mogłam zrozumieć, kto mu to zrobił i dlaczego… Nie było mi dane cieszyć się samotnością, po chwili Louis wszedł do kuchni, niosąc pustą butelkę po wodzie.
- Przepraszam, że musiałaś to oglądać. I dziękuję, za to, co dla niego zrobiłaś… - po raz pierwszy Tommo objął mnie ramieniem.
- Nie ma o czym mówić. Louis, co tam się stało? – zapytałam, obracając się twarzą do chłopaka.
- Nie wiem dokładnie. Harry przegiął z alkoholem, zaczął się bić z jakimś facetem. Tamten jest w jeszcze gorszym stanie niż nasz Styles… - uśmiechnął się kpiąco. – Mógł nie zaczynać.
- Okej… Dobrze, idę do niego. Nie bójcie się, nic mi nie zrobi – ścisnęłam jego dłoń, wlałam wodę do kubka i skierowałam się w stronę schodów i pokoju Harry’ego. Spotkanemu po drodze Liamowi powiedziałam, że posiedzę z chłopakiem chwilę i wrócę do sypialni, a ten odwdzięczył się obietnicą, że będzie czekał w łóżku. 
Weszłam do pokoju Stylesa i zapaliłam małą lampkę na nocnej szafce. Harry leżał na boku, zwrócony twarzą do drzwi. Na mój widok zamrugał oczami i wymamrotał moje imię.
- Już, spokojnie, Harry, to ja – usiadłam na łóżku obok niego i uspokajająco gładziłam go po plecach.
- Cat, ja, on… - wymamrotał.
- Cicho, nic nie mów, cii. Musisz odpocząć. Zamknij oczy i postaraj się zasnąć, posiedzę tutaj z Tobą. – odgarnęłam mu włosy z czoła. – Ciii…
Kilkanaście minut później chłopak już spał, lekko pochrapując. Gdy podniosłam się z łóżka, przez sen próbował złapać mnie za rękę, ale jego dłoń opadła bezsilnie na materac. Ponownie pogłaskałam go po policzku, zostawiłam kubek z napojem na szafce i wyszłam, cicho zamykając za sobą drzwi, upewniwszy się, że Harry śpi. Z ciężkim sercem wróciłam do sypialni Liama, który, gdy tylko przekroczyłam próg, wziął mnie w ramiona i mocno przytulił.
- Często tak jest? – zapytałam smutno, wtulona twarzą w tors chłopaka.
- Czy często wraca pijany? Prawie zawsze, gdy wychodzi. Czy wraca pobity? Nie, to pierwszy raz… Prosiłem, żebyś została w pokoju, Cat… Nie powinnaś była tego widzieć. – odsunął mnie na odległość ramion.
- Daj spokój, trzeba było mu pomóc. Szkoda mi go…
- Nam też… Byłaś dzielna, jak zawodowa pielęgniarka. – pocałował mnie w czoło i pociągnął za rękę w stronę łóżka. 
Romantyczny nastrój prysł, ale wsunęłam się pod kołdrę obok Liama i zwinęłam się w kłębek z głową na jego brzuchu. Wodziłam palcem po jego ciele, badając fakturę skóry i wypukłości mięśni, a on głaskał mnie po karku i włosach, wywołując fale przyjemnego ciepła w środku. Jego obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa i szybko zapadłam w sen.

Od Autorki:
Łał, po pierwsze dziękuję Wam za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Fajnie jest pisać ze świadomością, że ktoś to czyta. Jeśli macie ochotę napisać ich więcej, polecić Escape na Twitterze czy gdziekolwiek - nie krępujcie się :)
Wiele z Was zgadło, że Harry został pobity, jednak co dokładnie się stało i z kim bił się chłopak - okaże się niebawem. Kolejny rozdział jutro lub w niedzielę!

środa, 27 listopada 2013

Rozdział 22.



- Czas na mój ulubiony moment koncertu – pytania z Twittera! – Harry zapowiedział moment, na który czekałam. – Dla niewtajemniczonych – wy zadajecie pytania, my stajemy na głowie, żeby odpowiedzieć i wykonać  zadania. O, dosłownie stajemy na głowie… - zaśmiał się, widząc na ekranie prośbę o sprawdzenie, który z chłopaków najdłużej wytrzyma stanie na głowie. Kolejna fanka chciała dowiedzieć się, jaki byłby idealny prezent gwiazdkowy, inna – jaka jest „wstydliwa przyjemność”[1] Harry’ego. Następne pytanie sprawiło, że oblała mnie fala gorąca. Słowa wyświetlone na ekranie brzmiały: "Liam, czy w Twoim życiu jest teraz ktoś wyjątkowy?". Chłopak rzucił krótkie, pytające spojrzenie w moją stronę, więc wzruszyłam ramionami, dając mu wolną rękę – jeśli chciał ukrywać nasz związek, teraz był czas, by zaprzeczyć. Kate ściskała nerwowo moją dłoń, a Liam pomału podniósł mikrofon do ust i spokojnie, aczkolwiek nie kryjąc uśmiechu, odpowiedział:
- Tak. Ktoś bardzo niesamowity.
Arena utonęła w jęku zawodu, wydanym przez tysiące nastoletnich gardeł, który jednak szybko został zastąpiony radosnym piskiem, gdy Harry zapowiedział kolejną piosenkę, autorstwa ich rudowłosego przyjaciela.[2] Chłopcy rozeszli się po scenie, zajmując upatrzone wcześniej miejsca wśród scenografii – Louis i Zayn usiedli na schodach, Harry wdrapał się na podest, Niall stanął obok grającego na perkusji Josha, a Liam usiadł na krawędzi sceny, dokładnie naprzeciwko mnie - gdybym zrobiła trzy kroki do przodu, mogłabym go dotknąć. Zaczął śpiewać przy prostym akompaniamencie gitary, a każdy kolejny wers sprawiał, że świat poza nami przestawał istnieć.  
‘Zamknij drzwi, wyłącz światło. Chcę być przy Tobie,
czuć Twoją miłość, leżeć przy Tobie. 

Nie mogę tego ukryć, nawet jeśli bym chciał. 
Serce bije mocniej, czas mija, trzęsące się ręce dotykają ciała
 i czynią to wszystko trudniejszym, gdy łzy spływają po mojej twarzy’.[3] 
Oczy zaszły mi mgłą i czułam, jak pojedyncze łzy płyną po policzkach. Każdy z chłopaków wkładał całe serce w wykonywaną piosenkę, której całe brzmienie i wydźwięk były magiczne. 
Wiesz, że będę Twoim życiem, Twoim głosem, Twoim powodem by żyć.’. 
Brzmiała ostatnia nuta, gdy posłałam Liamowi pełen wdzięczności uśmiech, a on znów zrobił coś, co kompletnie mnie zaskoczyło – zeskoczył ze sceny i - ignorując ochroniarzy - pokonał dystans między nami i pocałował mnie w wilgotny od łez policzek, po czym na kilka sekund zamknął mnie w ramionach, nim wrócił na scenę do przyjaciół, którzy przybili mu piątki i pomachali w moją stronę.

***

- Wiesz, że teraz nie dadzą ci spokoju? – zapytał Liam, bawiąc moimi palcami. Siedzieliśmy w tym samym pokoju, w którym byłam przed koncertem, czekając, aż Harry i Zayn będą gotowi, by wrócić do domu. Band pozbierał się już i opuścił arenę, zabierając ze sobą Kate – zdążyłyśmy tylko wymienić się numerami telefonów, Louis od zakończenia występu kłócił się z Eleanor na korytarzu, a Nialler zajął miejsce obok Liama na sofie, tak, że gdy siedziałam chłopakowi na kolanach, siłą rzeczy nogi miałam przerzucone przez blondyna, który jednak nie wyglądał na niezadowolonego – oparł łokcie na moich łydkach i przeglądał Twittera.
- Wiem. Jakoś przeżyję – wtuliłam twarz w zagłębienie między ramieniem a szyją chłopaka. – Liam?
- Hm?
- To było supersłodkie… - pocałowałam go w szczękę. Zarumienił się delikatnie i połaskotał mnie pod żebrami. Naszą sielankę przerwał Zayn, który uchylił drzwi do pokoju i rzucił:
- Możemy jechać. Louis idzie do klubu, odreagować. Harry z nim.
- I skończy się jak ostatnio… No dobra, to chodźmy – westchnął Liam i zanim zdążyłam zaprotestować, wziął mnie na ręce. Niall zabrał plecaki i moją torbę, po czym ruszyliśmy do vana. Liam wziął za pewnik, że noc spędzę ponownie w domu chłopaków, ale tym razem pomyślał o tym, żeby zahaczyć o moje mieszkanie, bym mogła zabrać potrzebne rzeczy. Nie chciałam, żeby chłopcy musieli długo czekać w samochodzie, więc wpadłam na ostatnie piętro jak burza, wrzuciłam do plecaka dokumenty, piżamę, jakieś ubrania na zmianę kosmetyczkę i, pamiętając o zimnych kafelkach w kuchni, parę pluszowych, różowych kapci-świnek. Upewniłam się, że telefon spoczywa bezpiecznie w kieszeni kurtki i znów pokonałam schody biegiem, by jak najszybciej znaleźć się w samochodzie (i objęciach Liama, rzecz jasna). Gdy wróciłam do vana, chłopcy przerwali toczoną dyskusję. Ich zachowanie było, lekko mówiąc, dziwne – Zayn szybko zmienił temat, Niall nie mógł się połapać - jego zdezorientowana mina była komiczna, a Liam ostentacyjnie wpatrywał się w okno. Wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce koło swojego chłopaka.

***

Dom bez wygłupów Harry’ego i Louisa był dziwnie cichy. Zayn zaraz po powrocie poszedł do siebie, na górę, Niall zgarnął z szafek wszystko, co jadalne i ułożył się na kanapie w salonie, oglądając jakiś mecz, więc mi i Liamowi nie pozostało nic, tylko spędzić miły wieczór we dwoje, wylegując się w łóżku. Tym razem to chłopakowi udało się zaklepać pierwszeństwo w kolejce do łazienki, a ja zabijałam czas przeglądając książki na półkach w pokoju. Nie podejrzewałam, że znajdę tam tak różnorodne pozycje – Liam raczej nie wyglądał mi na osobę lubiącą jednocześnie fantastykę, poezję, powieści przygodowe i kryminały. Cóż, wielu rzeczy jeszcze o nim nie wiedziałam.
Chłopak
właśnie stanął  w progu i chyba miał zamiar doprowadzić mnie do zawału - „zapomniał” ubrać koszulki i pojedyncze krople wody spływały po jego wyrzeźbionym brzuchu. W duchu zdążyłam zemdleć ze dwa razy, zrobić kilka fikołków i pobiegać po różowych chmurkach siedem stóp nad ziemią, ale usiłowałam zachować kamienną twarz. Powstrzymując chichot przecisnęłam się koło niego i ruszyłam do łazienki. Nie było mnie w pokoju może pół godziny, może chwilę dłużej, ale Liam, seksownie rozłożony na łóżku, miał minę, jakby stracił mnie na dobre kilka godzin.
- No, wreszcie, ileż można siedzieć w łazience?
- Już nie przesadzaj! W łazience dobrze mi się myśli, a musiałam się zastanowić nad czymś… - odpowiedziałam, podchodząc do łóżka.
- Nad czym? – chłopak był zaniepokojony i zaintrygowany jednocześnie.
- Jak odwdzięczyć ci się za to popołudnie… - przygryzłam wargę i, wpatrując się w brązowe tęczówki Liama, usiadłam mu na kolanach, przerzucając nogi po obu stronach jego ciała. Chłopak w lot zrozumiał moje intencje – dźwignął się do pozycji siedzącej, odgarnął mi mokrą grzywkę z oczu i przytrzymał za biodra, gdy pochylałam się w jego stronę. Oparłam dłonie na jego ramionach, by po kilku sekundach przesunąć jedną z nich przez nagi tors Liama, badając czubkami palców krzywizny wyznaczane przez obojczyki, a drugą wykorzystać do gładzenia go po karku, gdy pomału zbliżałam swoje usta do jego, lekko rozchylonych w oczekiwaniu. Przez chwilę oddychaliśmy razem, w równym, spokojnym rytmie, nim nasze wargi się spotkały. Przymknęłam oczy, skupiając się na doświadczanym dotyku. Wymienialiśmy miękkie, długie pocałunki, ręce chłopaka błądziły po moich plecach. Przez cienki materiał koszulki czułam ciepło bijące z jego dłoni. Gdy jedna z nich zawędrowała pod piżamę, nie protestowałam – Liam skutecznie odwrócił moją uwagę, delikatnie przygryzając dolną wargę. Językiem przejechał delikatnie po miejscu, gdzie zęby prawdopodobnie zostawiły ślad, po czym odchylił się na sekundę, rozdzielając nasze usta.
- Mmm, zdecydowanie możesz mi się tak odwdzięczać… - wymruczał, po czym wpił się w moje wargi ponownie. Tym razem pieszczoty były bardziej zdecydowane, pewniejsze. Liam wsunął język w moje usta, jakby czekając na przyzwolenie. Nasz pierwszy taki pocałunek… - przemknęło mi przez myśl, gdy odpowiadałam na jego ruch podobnym. Nasze wargi i języki współgrały ze sobą, jakbyśmy robili to od zawsze; pocałunek był naturalny, niezwykle namiętny i słodki. Chłopak zassał moją dolną wargę, a ja zrewanżowałam się krótkimi muśnięciami, zostawiając wilgotne całusy od kącika jego ust przez policzek, aż do miejsca pod płatkiem ucha. Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i tylko ramiona Liama zapobiegły mojemu zerwaniu się z przerażeniem z łóżka. W drzwiach stał zdenerwowany Niall, który widząc, w czym nam przeszkodził, oblał się rumieńcem:
- Prze.. Przepraszam! – wyjąkał zakłopotany, ale po chwili odzyskał rezon. – Liam, wybacz, ale… Wrócili. Harry…
- Co z nim?! – zerwałam się z łóżka.
- Liam, chodź na dół – Niall zlekceważył moje pytanie i zwrócił się ponownie do mojego chłopaka. – Tylko…
- Tak, wiem. Cat, proszę, nie ruszaj się stąd dopóki nie wrócę. Mówię poważnie – zwrócił się do mnie szatyn, pocałował mnie w czoło i wyszedł.


[1] Ang. guilty pleasure.
[2] Oczywiście chodzi o moją ukochaną  ‘Moments’.
[3] Tłumaczenie niedokładne.

Od Autorki:
Jak widzicie, między Cat i Liamem robi się gorąco! Muszą się jednak powstrzymać - Harry ma kłopoty. Któraś z Was zgadnie, jakie? Co tym razem stało się Stylesowi i dlaczego Cat nie powinna schodzić na dół?

Druga sprawa - ostatnio moje życie jest mega intensywne, w ciągu ostatnich 5 dni spałam łącznie może ze 12 godzin?, dlatego musieliście tak długo czekać na rozdział. Staram się jednak regularnie odpisywać na asku - miałam frajdę z odpowiadaniem na Wasze pytania, sooo - keep 'em coming! 
Trzecia sprawa - właśnie na Asku pojawiło się pytanie o to, czy nie chciałabym tłumaczyć czegoś innego niż After. Tu pojawia się pytanie do Was - czy chcecie, żebym zabrała się za tłumaczenie jakiegoś FF? Jeśli tak, to jakiego? Podsyłajcie linki, nazwy, etc!

23. rozdział powinien pojawić się w weekend. :)

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 21.



Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się niepewnie dookoła. Poza tłumem piszczących dziewczyn przed głównym wejściem, dziesiątek ochroniarzy i grupy dziennikarzy w pobliżu nie było nikogo. A już na pewno nikogo, kto mógłby zostać tam przysłany przez Liama. Stałam tak przez chwilę, pocierając zziębnięte dłonie, aż zobaczyłam, jak zbliża się do mnie wysoki, starszy mężczyzna w garniturze.
- Cat? – upewnił się lakonicznie. – Paul. Chodź ze mną.
Byłam trochę zdezorientowana, ale ruszyłam za Paulem, który po drodze do budynku wyjaśnił mi, że jest szefem ochrony i został poproszony o dopilnowanie, bym bezpiecznie dotarła za kulisy. Otwierał przede mną kolejne drzwi, prowadził jakimiś dziwnymi korytarzami, aż w końcu moim oczom ukazała się ogromnych rozmiarów scena, otoczona z trzech stron trybunami. Miejsca były jeszcze puste, a na scenie uwijali się jak w ukropie jacyś ludzie – domyśliłam się, że technicy. Paul otworzył kolejne drzwi, ale nie wszedł już ze mną – wskazał mi tylko którym korytarzem powinnam iść i do którego pokoju wejść, po czym życzył miłego wieczoru, podał mi rękę i odszedł szybkim krokiem. Stanęłam pod wskazanymi drzwiami, ale odwaga nieco mnie opuściła – nie byłam pewna, kto będzie w środku oprócz chłopaków. Nie miałam czasu się tego przemyśleć – drzwi uchyliły się i stanęłam oko w oko z nieco starszą ode mnie dziewczyną o liliowych włosach. Uśmiechnęła się przyjaźnie i popchnęła drzwi, tak, że nie miałam już wyboru, musiałam wejść do środka. Na mój widok Liam zerwał się z kanapy i w mig znalazł się obok, całując mnie na powitanie. Pomógł mi zdjąć kurtkę, odwiesił ją na stojący obok wieszak i wrócił na miejsce obok mnie. Czuł moje zakłopotanie – żeby dodać mi otuchy objął mnie w talii i delikatnie gładził mnie po plecach. Nie znałam nikogo w pokoju, ale sytuacja miała szybko ulec zmianie – para, która zajmowała dotychczas drugą kanapę podeszła do nas, a  dwóch chłopaków pomachało mi z drugiego końca pokoju.
- Dziewczyna, z którą się minęłaś, to Lou, nasza stylistka – zaczął przedstawianie Liam. – Z tyłu siedzą Sandy i Joey. A to…
- No chyba my możemy się sami przedstawić – przerwała mu drobna brunetka. – Jestem Kate, dziewczyna tego tu.
- A ten tu… - wskazał na siebie jej partner. – Josh, perkusista. Miło mi cię poznać.
- Cześć, jestem Cat, mnie również miło – uścisnęłam wyciągnięte w moją stronę dłonie.
- Dobra, Liam, już nie trzymaj jej tak kurczowo, zajmę się nią. A wy się przygotujcie, została niecała godzina – zarządziła Kate i mrugnęła do mnie porozumiewawczo. – Cat, co ty na to, żebyśmy zostawiły ich tutaj i znalazły fajniejsze miejsce na pogaduchy?
- Hmm, no okej – jej otwartość i entuzjazm troszkę mnie onieśmielały, ale nie chciałam przeszkadzać chłopakom, więc zgodziłam się. Kate zaprowadziła mnie do czegoś w rodzaju przymierzalni, garderoby – rząd wieszaków wypełniały najróżniejsze ubrania, a po pokoju krzątała się liliowowłosa Lou.
- Nie będziemy ci przeszkadzać? – zapytała Kate.
- Nie, w porządku. Możecie mi pomóc, jeśli chcecie – odpowiedziała z uśmiechem stylistka. – Na marginesie, jestem Lou. A ty pewnie Cat?
- Zgadza się – udzielił mi się jej uśmiech. – Hej, to wygląda fajnie! – moją uwagę przykuła dżinsowa, wybielana kurtka, z szarym, dresowym kapturem. Zdjęłam ją z wieszaka i podałam Lou, a ona dołożyła do tego szarą koszulkę, którą trzymała w ręce.
- No, to już wiemy, w czym Liam zacznie koncert! – Kate roześmiała się. – Ja nie mam możliwości tak powybierać, mojego chłopaka nawet nie widać zza tej perkusji…

W radosnej, przyjacielskiej atmosferze nawet nie zauważyłam, kiedy minął czas do koncertu – Kate pociągnęła mnie za rękę i pobiegłyśmy w stronę naszych miejsc na arenie. Po drodze minęłyśmy Louisa, kłócącego się przez telefon z kimś imieniem El, a także drepczącego nerwowo Nialla. Pierwszy pomachał nam lekko ręką, drugi natomiast przerwał podrygiwanie, by przywitać się ze mną szybkim buziakiem w policzek. Pokazałam mu, że trzymam kciuki za udany koncert i pospieszyłam za Kate, która chyba znała na pamięć cały rozkład budynku, bo na swoich miejscach, w vipowskim rzędzie tuż pod sceną, znalazłyśmy się błyskawicznie, nim cała arena zdążyła się wypełnić fankami. Udzielił mi się pełen napięcia i radosnego oczekiwania nastrój, złapałam się na tym, że mimowolnie skubię skórki przy paznokciach, jak zawsze, gdy byłam zdenerwowana. Kate dbała jednak o to, bym nie czuła się nieswojo – opowiadała mi o koncertowych wpadkach chłopaków, wypytywała o to, jak poznałam Liama, pokrótce opisała mi także historię swojego burzliwego związku z Joshem – rozumiała moją sytuację, bo pół roku wcześniej, zanim poznała perkusistę One Direction, nie miała pojęcia o istnieniu tego zespołu. 
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się dwóch dziewczyn – przywitały z Kate się jak ze starą znajomą i zajęły miejsca po mojej lewej stronie. Blondynka z farbowanymi na różowo końcówkami włosów przedstawiła mi się jako Perrie – skojarzyłam, że to o niej musiał mówić Zayn, a druga, szczupła szatynka z długimi lokami, zmierzyła mnie wzrokiem pełnym nieskrywanej wrogości i, robiąc minę udzielnej księżnej, ścisnęła delikatnie moją wyciągniętą dłoń, mówiąc, że jest dziewczyną Louisa i ma na imię Eleanor. Zdziwiło mnie jej zachowanie, ale nie miałam czasu nad nim rozmyślać, bo zgasły światła i tysiące dziewczyn zgromadzonych na arenie zaczęło piszczeć.
- Nie przejmuj się El, ona jest jak wrzód na tyłku – pocieszyła mnie na ucho bezpośrednia Kate. – Uważaj, zaraz się zacznie! Będziesz zachwycona!

Dziewczyna miała rację – praktycznie w chwili, gdy skończyła zdanie, ekrany rozbłysły, a krzyk na arenie stał się ogłuszający. Zobaczyliśmy krótkie video, a po nim, w towarzystwie blasku świateł, na scenę wbiegli chłopcy. Fanki oszalały, a mój żołądek fiknął koziołka, gdy Liam, w wybranym przeze mnie zestawie, zaśpiewał pierwszy wers. Zastanawiałam się, skąd w chłopakach taka energia – zwłaszcza Niall biegał po scenie jak szalony i skakał jak na sprężynach. Było widać, że sprawia im to niesamowitą przyjemność – z ich twarzy praktycznie nie znikał uśmiech; tylko Louis był lekko zdenerwowany, a może to było tylko moje wrażenie? Po chwili przestałam jednak myśleć i dałam się ponieść muzyce. Zespół zagrał dwie piosenki, po czym Louis zabrał głos – podziękował fanom za obecność, wsparcie we wszystkim, co robią chłopcy, i zapowiedział kolejną piosenkę. Minuty mijały, a ja nie mogłam już usiedzieć w miejscu – podekscytowanie fanek było zaraźliwe. Spojrzałam na Kate, a ona bezbłędnie odczytała moje intencje – jak na komendę podniosłyśmy się z krzeseł i zaczęłyśmy tańczyć i podskakiwać. Kilka sekund później do naszych wygłupów dołączyła Perrie, natomiast Eleanor pozostała niewzruszona – obrzuciła nas zimnym, zdegustowanym spojrzeniem i wróciła do intensywnego wysyłania smsów. Pierwszy nasze zachowanie ze sceny zauważył Niall – klepnął Harry’ego w ramię, wskazał na nas i zaczęli naśladować nasze ruchy z wrodzonym talentem komediowym. Pomachałam chłopakom, którzy odwzajemnili gest, czym wywołali falę pisków i chichotów fanek w rzędach za nami. Wkrótce pierwsza część koncertu dobiegła końca – został wyświetlony kolejny, krótki filmik, w czasie którego, co wytłumaczyła mi Kate, zespół miał kilka minut by złapać oddech i zmienić ubrania. W czasie koncertu były dwie takie przerwy oraz punkt specjalny – pytania z Twittera. Nie wiedziałam, na czym miało to polegać, ale dziewczyna Josha nie chciała mi zdradzić żadnych szczegółów. Wkrótce miałam się sama przekonać.

Od Autorki:
Taaaak, musiałam przerwać w tej chwili! :D
Oczywiście pytanie dnia brzmi: która część 1D Day podobała Wam się najbardziej? Oglądałyście całość?
Moje ulubione highlightsy to: filmik z Niallem do 'You&I', Harry skaczący na Paula, 'Talk dirty', Niall w liliowych włosach, Nouis i Harry Pottery, Little Things i oczywiście Niall, który wie, gdzie jest Polska! Iiii finałowy duet z Michaelem Buble, bo go uwielbiam. 'It's 1D Day, Buble!' :D

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 20.




- Okej, dobrze! Głowa w prawo! Super, świetnie, mamy to! Dziękuję dziewczyny! – okrzyk Lux zakończył sesję. Zaczęłyśmy klaskać, po czym pożegnałyśmy się z modelkami i zostałyśmy w pomieszczeniu same, sprzątając sprzęt. W czasie pracy przyjaciółka rzucała mi zagadkowe spojrzenia, ale nie chciałam opowiadać jej o Liamie przy pozujących dziewczynach, dlatego gdy tylko za modelkami zamknęły się drzwi, przygotowałam się na serię pytań.
- No, Cat… Co to za spóźnianie się? – zaczęła z uśmiechem, zwijając kable. – Męcząca noc?
- Lux, wiesz przecież, że ja nie… - znów oblałam się rumieńcem. – Co prawda spędziliśmy razem tę noc, ale tylko spaliśmy!
- Wiem, wiem, żartuję. Słuchaj, co powiesz na to, żebyśmy skoczyły gdzieś na miasto? Michaela nie ma, a mi się nie chce siedzieć w domu. Mogłabyś mi opowiedzieć, jak wam się układa i w ogóle.
- W sumie… Okej, możemy iść – dawno nie spędziłyśmy babskiego wieczoru! – mówiąc to, pomyślałam o Marcinie, z którym nie rozmawiałam praktycznie od momentu, w którym poznałam Liama. Czułam się winna, że zaniedbałam przyjaciół. – To co, może Nando’s i jakiś drink później?
- Wchodzę w to! – jej zielone oczy zabłysły. Szybko dokończyłyśmy pakowanie aparatów i lamp, oddałyśmy klucze na portierni i przejechałyśmy kilka przystanków metrem do najbliższej restauracji.

***
- Nie przeszkadza ci to wszystko? – zapytała Lux, popijając stojące przed nią mohito. Przeniosłyśmy się z Nando’s do klubu we wschodniej części Londynu. Było stosunkowo wcześnie, przed 20.00, więc mogłyśmy spokojnie pogadać, nie przekrzykując basu ryczącego z głośników. Przez chwilę w zamyśleniu błądziłam palcem po krzywiźnie szklanki wypełnionej jakimś owocowym drinkiem, nim odpowiedziałam:
- W sumie nie. Co prawda dzisiaj jakiś człowiek zaskoczył nas z aparatem, jak żegnaliśmy się pod agencją, no ale nic mi w zasadzie nie zrobił. Wiesz, na razem Liam stara się chronić moją prywatność – wybiera mało uczęszczane miejsca, dużo czasu spędzamy w domu chłopaków, z lotniska praktycznie mnie wyniósł… - zastanowiłam się, wspominając wszystkie moje poprzednie spotkania z Liamem. – Pewnie to się zmieni za jakiś czas, jak ludzie odkryją, że jesteśmy razem… Na razie chcę się cieszyć tym co jest. A jest naprawdę fajnie.
- Cieszę się twoim szczęściem – sięgnęła przez stolik i ścisnęła moją dłoń. – A pozostali? Jacy są?
- Któryś szczególnie cię interesuje? – uśmiechnęłam się pod nosem.
- Wszyscy wydają się fajni – odpowiedziała dyplomatycznie moja przyjaciółka.
- I są fajni! Znaczy z Louisem nie miałam jakoś okazji dłużej pogadać, ale jest bardzo w porządku. Zayn wydaje mi się najbardziej zamknięty w sobie, Harry jest kompletnie inny, niż kreują to media, a Niall… On ma coś takiego w sobie, że czujesz się z nim dobrze. Zobaczyłabyś te jego oczy, rany! W ogóle jest niepoważny, wyobrażasz sobie, że kupił mi gitarę?!
- Żartujesz?!
- Właśnie nie. Wiesz, wspominałam stare czasy, jak przyjaciel uczył mnie grać, Niall to podłapał i wymyślił mi taki prezent. Niby na mikołajki… - pokręciłam głową, widząc rozbawioną minę Lux.
- A co na to Liam?
- Nie był zbyt szczęśliwy… Musiałam go potem udobruchać. Przy użyciu pewnych środków – przygryzłam znacząco wargi.
- Wariatka! – Lux roześmiała się. – To co, dopijamy i idziemy potańczyć? - Nawet nie zauważyłam, kiedy za konsolą stanął DJ i zaczął miksować jakieś taneczne kawałki, a na parkiecie zaczęły pojawiać się kolejne grupki osób.
- W sumie czemu nie. Chodź, poszalejmy! – odstawiłam pustą szklankę na stolik i chichocząc, pociągnęłam Lux na parkiet.

***

Uchyliłam jedno oko i natychmiast je zamknęłam, oślepiona blaskiem zza okna.  Spróbowałam podnieść głowę, ale próba skończyła się głośnym sapnięciem i powrotem na poduszkę. Starałam się skleić w całość wydarzenia poprzedniego wieczora – DJ był zdolny, drinki uzupełniały się same, a ja… Cóż, miałam ewidentny syndrom ‘dnia po’ – nie kaca, tylko problem z pozbieraniem się wewnętrznie. Musiałam jednak zmierzyć się z rzeczywistością – powoli usiadłam, walcząc z zawrotami głowy, wymacałam na szafce przy łóżku telefon i sprawdziłam powiadomienia. Trzy nieodebrane połączenia od Liama, jedno od Marcina i dwa smsy – w jednym Lux meldowała, że dotarła do domu, drugi był od mojego chłopaka: „Cattie, zadzwoń, martwię się. xx, L.”. Wybrałam numer i po kilku sygnałach usłyszałam w słuchawce jego głos:
- Cześć, skarbie. Co się dzieje, czemu nie odbierałaś? – zapytał zmartwiony.
- No hej – mój zachrypnięty głos trochę zdradzał stan, w jakim byłam. – Dopiero się obudziłam, byłyśmy z Lux wczoraj w klubie…
- No nie, bawisz się beze mnie? Tym razem wybaczam, ale następnym razem idę z tobą! Słuchaj, Cat, nie mam teraz wiele czasu, muszę biec na próbę – uświadomiłam sobie, że te dziwne dźwięki, które słyszałam w tle, to perkusja i strojenie gitary.  – Bądź przy tylnym wejściu do O2, o 19.00, dobrze? Nie będę mógł po ciebie wyjść, ale znajdę kogoś, kto się tobą zaopiekuje. Do zobaczenia! – Liam rozłączył się, nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. 

Spojrzałam na zegarek – do dziewiętnastej zostało ponad siedem godzin, więc korzystając z wolnego czasu i tego, że miałam już telefon w dłoni, odszukałam numer Marcina. Odebrał po pierwszym sygnale i rzucił tylko ‘Nie mogę teraz’, po czym rozłączył się, jak miał to w zwyczaju. Odrzuciłam telefon na pościel i poczłapałam w kierunku codziennych zajęć. Śniadanie, kawa, pół papierosa – starałam się ograniczać przyzwyczajenie, wiedząc, że Liam go nie lubi, kąpiel, suszenie włosów, malowanie paznokci. Spacer do Tesco, bo zapasy zgromadzone w lodówce i szafce powoli zbliżały się do końca. Drugie pół papierosa. Szybki telefon, by zamówić taksówkę, jeszcze szybszy obiad. Wdzięczna byłam osobie, która ściągnęła do londyńskiego supermarketu moje ulubione pierogi z serem i rodzynkami… W końcu przebrałam się, złapałam w biegu klucze, telefon i resztę niezbędnych rzeczy i zbiegłam do oczekującej na dole taksówki. 

Od Autorki:
Najgorsze w tym tygodniu mam już za sobą, więc z tej mini-okazji nowy rozdział :)
Filmiki, które od Was dostałam, totalnie poprawiły mi humor podczas nauki, dlatego bardzo dziękuję :)  Mój ulubiony przewinął się już w komentarzach - to 'Candy Shop' i One Direction idący w slow motion, mrr! A na drugim miejscu: http://www.youtube.com/watch?v=a2YUxdc_huQ - poproszę o tego bad boya, który pojawia się w filmiku jako pierwszy! :D

Następne dwa rozdziały to, jak możecie się domyślić - koncert :) Będzie słodko!