Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 16.



Jeszcze tylko dwa dni. 48 godzin. 2880 minut. 172800 sekund. 172799, 172798…  
Siedziałam na kolejnym, nudnym zebraniu w agencji, bębniłam długopisem w stół, udając wysokie zainteresowanie tematem, gdy tymczasem moje myśli krążyły od śniadania z Liamem do piątkowego koncertu. Do rzeczywistości przywrócił mnie kuksaniec, wymierzony przez siedzącą obok Lux.
- Yyy? – rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu jakiejś podpowiedzi.
- Max pytał, czy chcemy zrobić wspólnie mikołajkową sesję. Jutro, trzy modelki – pomocną dłoń wyciągnęła jak zawsze moja przyjaciółka. – Dla mnie okej, a ty, co sądzisz?
-  Jasne, nie ma problemu – uśmiechnęłam się do Lux i ponownie zatopiłam w marzeniach o pewnym brązowookim chłopaku.
W końcu zebranie dobiegło końca. Wyszłam na korytarz jako jedna z pierwszych, z zamiarem powrotu do domu, ugotowania czegoś dobrego i dalszego bujania na różowej chmurce, ale nie zdążyłam dojść do końca korytarza, gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- No nie, zamierzasz tak odejść? – Lux była ewidentnie zbulwersowana. – Nie zasłużyłam nawet na krótką opowieść z cyklu love story?
- Lux… Pewnie, że zasłużyłaś, ale co ja ci mogę opowiedzieć... Jest tak cudownie! – rozmarzyłam się na samą myśl. – Liam jest niesamowity! Przyszedł dziś do mnie rano, z kawą i śniadaniem, poznałam jego przyjaciół – straszni wariaci, ma bardzo ładny dom, wygodne łóżko…
- Łóżko?! – przyjaciółka zaczęła chichotać.
- No tak. Wiesz, taki jakby materac na czterech nogach. U niego jeszcze kilka poduszek i ciepła kołdra – odpowiedziałam śmiechem, schodząc po schodach. – Zostałam u nich w poniedziałek i jakoś tak się przeciągnęło do wtorku.
- Czekaj, jak to – u nich? Liam nie jest przypadkiem jedną osobą? – Lux nie rozumiała mojego toku myślenia. Przypomniałam sobie, że nie powiedziałam jej najważniejszego – że jakimś dziwnym trafem mój chłopak jest wokalistą One Direction. Nie musiałam jednak jej tego wyjaśniać, bo wszystko rozwiązało się samo, gdy tylko wyszłyśmy z budynku. Pod samymi drzwiami agencji stał zaparkowany znajomy, czarny Range Rover, a o jego maskę opierał się mój chłopak.
- O wilku mowa. Znowu ty? – uśmiechnęłam się, gdy Liam podszedł, by przywitać się ze mną po raz drugi tego dnia. – Nie wnikam, skąd wiedziałeś, o której kończę, skoro nawet ja tego nie wiedziałam…
- Powiedzmy, że mam do ciebie szczęście – mrugnął, przyciągając mnie do siebie.
- Jesteś niemożliwy – pokręciłam w niedowierzaniu głową. – Ale skoro już tu jesteś, to poznaj moją przyjaciółkę – Lux.
- Cześć, miło mi cię poznać – Liam wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny. – Jestem…
- Liam Payne. One Direction. Jak ja mogłam tego nie skojarzyć?! – Lux klepnęła się w czoło, po czym ścisnęła wyciągniętą dłoń chłopaka. – Lux, mi również miło.
- Niedokładnie One Direction, raczej jedna piąta. Ale tak, wygląda na to, że to ja – chłopak był rozbawiony.
- No, Cat, to teraz już wszystko rozumiem… Dobra, to nie będę wam przeszkadzać, do zobaczenia jutro na sesji! – przyjaciółka pomachała nam na odchodne i ruszyła w kierunku najbliższej stacji metra. Liam otworzył mi drzwi od strony pasażera i pomógł wejść do środka, po czym sam zajął miejsce za kierownicą.
- Gdzie mnie porywasz? I czym sobie na to zasłużyłam? – zapytałam, nim zdążył przekręcić kluczyk w stacyjce.
- Po pierwsze, nigdy nie pytaj, czym sobie zasłużyłaś. Kotku, naprawdę nie musisz w żaden sposób pracować na moją uwagę, wystarczy, że jesteś, tak? – ton jego wypowiedzi wymusił, bym spojrzała na niego. Jego spojrzenie było tak szczere i pełne uczucia, że poczułam, jak oblewam się rumieńcem. – A odpowiadając na twoje drugie pytanie – pomyślałem, że zabiorę cię do nas na obiad? Dzisiaj dyżur w kuchni ma Zayn, więc jest duża szansa, że obiad będzie jadalny. Oczywiście skoro musisz być jutro w pracy, to odwiozę cię wieczorem. No, chyba, że Niall nie pożyczy mi znów auta…
- To jego? – byłam zaskoczona.
- A nie widać? – dopiero po słowach Liama rozejrzałam się po aucie. No pewnie, czy ja byłam ślepa? Co prawda poprzednią podróż tym autem przespałam, ale już choćby odświeżacz powietrza w kształcie irlandzkiej koniczynki, bujający się na lusterku, mógł mi dać do zrozumienia, że to nie Liam jest właścicielem auta.
- No dobra, moja spostrzegawczość może nie jest na najwyższym poziomie… A ty czym jeździsz?
- Tym, co uda mi się aktualnie pożyczyć. Śmiej się, ale jeszcze się nie dorobiłem własnego auta. Oficjalna wersja brzmi – samochody Harry’ego, Zayna i Nialla zajmują za dużo miejsca w garażu.
- Okej, a nieoficjalna? – popatrzyłam na chłopaka z rozbawieniem.
- Yyyy… To co, jedziemy? – tym razem to Liam zmienił temat, robiąc przy tym komiczną minę. Pokiwałam głową, a silnik Range Rovera zamruczał głośniej, ruszając z chodnika. 

Czterdzieści minut później wjechaliśmy do garażu przy domu, a w zasadzie powinnam była powiedzieć, rezydencji, chłopaków. Liam wysiadł, obszedł samochód, by otworzyć mi drzwi, a moja wrodzona niegramotność nadal borykała się z pasem bezpieczeństwa. Szatyn przez chwilę ze śmiechem obserwował moją walkę, po czym nachylił się i jednym ruchem odpiął krępujący mnie pas, po drodze kradnąc mi buziaka. Uniosłam się udawaną dumą i nie skorzystałam z wyciągniętej pomocnej dłoni, więc zamiast wysiąść z auta, praktycznie z niego wypadłam, lądując twarzą na torsie Liama.
- Ups, wygląda na to, że ktoś tu na mnie leci! – chichot chłopaka przerodził się w głośny śmiech. Zgarnęłam resztki poobijanego honoru i skierowałam się do domu. Już od progu było czuć, że ktoś wziął się za gotowanie – cały parter pachniał duszonymi warzywami, chyba papryką, smażonym kurczakiem i mieszanką ostrych przypraw. Ściągnęłam trampki i kurtkę, po czym kierując się wyłącznie węchem przeszłam do kuchni. Nos po raz kolejny mnie nie zawiódł – przy kuchence stał Zayn, mieszając coś, co wyglądało jak potrawka z kurczaka z dużą ilością papryki.
- Znajdzie się talerz dla głodnego wędrowcy? Ten zapach czuć w drugim końcu miasta! – zapytałam z uśmiechem. Zayn obrócił się gwałtownie, prawie zrzucając patelnię z palnika.
- Dla takiego wędrowcy zawsze się znajdzie. Cześć, Cattie – chłopak podszedł i cmoknął mnie w policzek. – A Liama gdzie zgubiłaś?
- Pewnie jeszcze stoi w garażu i się ze mnie śmieje.
- Jak to? – Zayn był zaskoczony.
- Powiedzmy, że moja koordynacja ruchowa nie jest moim dużym atutem… A reszta, gdzie? – zapytałam, nie słysząc żadnych dźwięków z salonu.
- Tommo na zakupach, Niall też gdzieś wyszedł, a Harry siedzi od rana w pokoju.
- Stało się coś? – zaniepokoiłam się. Polubiłam tego zielonookiego wariata, zresztą – jak cały zespół. Stanowili tak zgraną paczkę, że więź, która ich łączyła, udzielała się chyba osobom przebywającym z nimi. Nie musiałam pytać, by wiedzieć, że jeden za drugiego skoczy w ogień, a trzech pozostałych rzuci się, by ten ogień gasić. Podobne uczucia żywiłam do Marcina, chociaż do tej pory to on rzucał wszystko, by mnie wyciągać za uszy z tarapatów.
- Gdybyśmy to wiedzieli… Zawsze mówi nam, jeśli coś się dzieje, a jeśli nie chce gadać ze wszystkimi, to przynajmniej Louis jest wtajemniczony; wczoraj wieczorem, w sumie, w nocy  Harry wrócił do domu jakiś przybity, ale wiesz, myśleliśmy, że to kac. A dzisiaj nawet nie zszedł na dół, nie widziałem, żeby z kimkolwiek rozmawiał. Może ty powinnaś spróbować, w sumie mi pomogła rozmowa z tobą… - Zayn uśmiechnął się ciepło.
- No właśnie, a co z tobą? Widzę uśmiech? - położyłam mu rękę na plecach.
- Taki malutki – brunet puścił mi oczko. Co oni wszyscy mają z tym mruganiem do mnie?! Jakiś tik nerwowy?- pomyślałam, ale nie powiedziałam tego głośno. – Pogadamy później, dobra? Teraz muszę dopilnować tego, bo wiesz, sześć głodnych osób w jednym domu… To może się skończyć rozlewem krwi – wskazał na garnki.
- Jasne, okej. Faktycznie, głodny Niall… To może być apokalipsa! – zaśmiałam się, a Zayn mi zawtórował. – To pójdę do Harry’ego, może mu jakoś pomogę…
Cofnęłam się do korytarza. Przy schodach minęłam się z wchodzącym Liamem, ale ostentacyjnie odwróciłam głowę, ignorując go. Powoli pokonywałam kolejne schodki, myśląc o tym, że chyba udało mi się zdobyć zaufanie zespołu – to była dopiero moja druga wizyta w tym domu, a już przyszło mi pocieszać i wspierać dwóch jego członków, a zanosiło się na to, że zaraz do tego grona dołączy trzeci. Umiejętność słuchania – tę cechę wymieniali moi znajomi, wyliczając moje zalety. Zawsze było tak, że chociaż ja nie ufałam ludziom, oni jakoś znajdowali drogę do mnie, zwierzali mi się ze swoich problemów, wierząc, że pomogę je rozwiązać - co zresztą często robiłam, w miarę możliwości. Matka powiedziała kiedyś, że zbawię cały świat, a on kopnie mnie w dupę. Cóż, miałam nadzieję, że nie z półobrotu…
Zatrzymałam się pod białymi drzwiami, pozornie identycznymi, jak wszystkie inne na piętrze. Te jednak wyróżniały się – w prawym, górnym rogu ktoś umieścił naklejkę przedstawiającą kota z ‘Alicji w krainie czarów’, nie miałam więc wątpliwości, że stoję pod drzwiami do pokoju Harry’ego. Zapukałam delikatnie, nie chcąc go budzić, jeśli spał.
- Harry? To ja, Cat. Mogę wejść? – zapytałam cicho, zbliżając usta do drzwi. Kilka sekund później klamka drgnęła, naciśnięta od wewnątrz, a drzwi uchyliły się. W powstałej szczelinie zobaczyłam błyszczące, zielone oczy. 

Od Autorki: 
Jak myślicie, co stało się Harry'emu? Czy Cat będzie w stanie mu pomóc? 

19 komentarzy:

  1. Ale zgłodniałam przez to, że Zayn gotował takie pyszności. Ona ma taką samą koordynację jak ja, haha;) Co do Hazzy to nie mam pomysłu:/ Nie mogę się doczekać jutra:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, jak spędziłas dzisiejszy dzień ??? Mam nadzieję, że miło. :-*
    Drugą sprawa. Twój blog jest super zasługuje na nagrodę :-*
    Trzecia sprawa. Rozdział niesamowity. Czekam nn i masz nową fanke.
    Czwarta sprawa. DZIĘKUJE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :D W zasadzie nawet miło, taka zwyczajna sobota - zakupy, wizyta u babci, farbowanie włosów : )
      Cieszę się, że Ci się podoba, witam nową fankę! :)

      Usuń
  3. Ten Liam jest taki cudowny, że aż nierealny. Nooooo, aż się boję myśleć, co ty z nim tam kombinujesz i jakie dramaty masz przyszykowane! Drżę na samą myśl! Bo nie wyobrażam sobie, żeby on coś złego mógł zrobić, moja wyobraźnia nie sięga takich granic.
    Co do loczka. Hmmmmm. Nie mam bladego pojęcia, pewnie wpakował się w jakiś nędzny związek z Taylor, czy inną jej podobną. Ok, taki żart. Jestem dziś wyjątkowo zabawna.

    Dawaj kolejny, a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uwaga, uwaga! Wielkie brawka dla Alice za nieużycie jej ulubionego zwrotu określającego wszystkie możliwe emocje!
      Brawka, brawka!

      Usuń
    2. Brawka brawka, ale tęsknię za Twoim 'awwwwwww' :D
      Dlatego, że Li jest cudowny aż nierealny, coś musi się zepsuć, prawda?
      a Stylesowy dramat będzie się rozwiązywał w najbliższych rozdziałach. Ale nie chodzi o nędzny związek :)

      Usuń
    3. Awwwwwwwwwwwwwwwwwww! Masz, proszę :D

      Usuń
    4. ojeeejku, od razu tak milusio na serduszku! <3

      Usuń
  4. HEJ KOCHANIE KIEDY KOLEJNY ROZDZIAŁ? <3

    OdpowiedzUsuń
  5. ja przypuszczam, że chodzi o jakąś miłostkę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziś pochłonęłam całego Twoją historię i muszę powiedzieć, że zakochałam się w tym opowiadaniu ! *_*
    Od dziś jestem Twoją stałą czytelniczką, o !
    I niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały. :>
    Ciekawe co stało się Harremu.. ;c
    Ah i jeszcze jedno..
    Liam, to taaaaaaki słodziak ! ♥
    Pozdrawiam cieplutko ♥
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ups.. miało być "całą" - wybacz :>
      zdolna ja .. :D haha.
      @blue_eyes_9

      Usuń
  7. aż zrobiłam się głodna :D biedny Harruś !!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zabić to mało! Jejku wyciągnęłś mnie tą końcówką

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra przyznam- zapowiadała się nudna niedziela, dopóki nie znalazłam linku do Twojego odpowiadania.(A raczej wyczaiłam na tt Alice) :p
    W sumie nigdy nie przepadałam za One Direction, dalej nic do nich nie mam, po prostu preferuję inny rodziaj muzyki, ale czytając opowiadanie, powoli zmieniam co do nich zdanie, mimo, że to czysta fikcja literacka. Jak nie da się nie polubić uroczego Liama, loków Harrego, tajemniczości Zayn'a, jedzącego Nialla i słodkiego Lou?
    Naprawdę całe opowiadanie czyta mi się z ogromną przyjemnością i lekkością. A samo wspomnienie o śniegu, sprawia, że z utęsknieniem spoglądam w okno, gdzie kłębią się chmury, a białego puchu brak, no okey poczekajmy, przecież dopiero listopad. :)
    Matrwię się o Cat, bo te bóle brzucha mogą wiązać się z czymś gorszym ;/
    No ale dobrze, nie będę już przynudzać.
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na kolejny czarujący rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Co to Harrego, naprawdę nie mam pomysłów. Może problemy rodzinne, lub brak motywacji do dalszych dzialan? Choć tych, nie powinno mu zabraknąć. Takze stawiam na problemy rodzinne, ktore wcale nie musza okazac sie prawdziwe :)

      Usuń
  10. Cieszę się, że Zayn ma się lepiej. Teraz, znowu Harry... Mój zielonooki wariat. Nie mam pojęcia, co może być powodem jego złego nastroju, ale jestem przekonana, że to nie byle coś. Harry to nie chłopak, który przejmuje się pierdołami. Owszem, ma wielkie serce, ale nie takie, które łatwo złamać. I tu wkracza doktor Cat xD Oby mu pomogła : )
    Pozdrawiam,

    Paula

    P.S. Masz talent!

    OdpowiedzUsuń