Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 33.



- Jak zaczęło się dymić, to próbowaliśmy zalać to wodą, ale to nie był najlepszy pomysł…
- No geniuszu, prąd i woda to słabe połączenie! – zaśmiałam się. Spędzanie czasu z Horanem było takie proste - wystarczyły dwie paczki ciastek z czekoladą, torba chipsów i dwulitrowa butla coli, by zapewnić nam udane popołudnie. Niall opowiadał mi śmieszne historie z dzieciństwa, ze szkoły, incydenty z fanami – wszystko po to, by oderwać moje myśli od Liama i tej całej sytuacji związanej z Harrym i Hayley. W jego wykonaniu nawet opowieść o pierwszym koszu, jaki dostał od dziewczyny, brzmiała przekomicznie. Znane powiedzenie mówi jednak, że wszystko, co dobre, szybko się kończy - mój wewnętrzny wróg postanowił zniszczyć mi kolejne udane popołudnie. Zaczęło się niewinnie – od kłucia w brzuchu. Początkowo je zignorowałam, zrzucając dyskomfort na karb wypitej coli, ale ból się nasilał – momentami jego fale były tak trudne do zniesienia, że zamykałam oczy i zagryzałam zęby, żeby nie krzyczeć. Oczywiście moje zachowanie nie uszło uwadze Nialla – spoważniał, ujął w dłonie moją twarz i pytał, co się dzieje, ale nie dałam rady odpowiedzieć – walczyłam z kolejnym uderzeniem bólu. Desperacko złapałam jego rękę i zmusiłam się do otwarcia oczu.
- Niall, ja spadam… - wyszeptałam i straciłam przytomność, zapamiętując tylko wyraz przerażenia w niebieskich tęczówkach przyjaciela.

***

Ocknęłam się w jakimś dziwnym, jasnym pomieszczeniu. Przypominało salę szpitalną, ale bez tego charakterystycznego zapachu leków i choroby. Nie miałam pojęcia, jak długo byłam nieprzytomna, ale chyba dłużej, niż ostatnim razem – wtedy doszłam do siebie po kilku chwilach. Zamrugałam skołowana i usiłowałam usiąść, ale spotkało się to z natychmiastowym protestem kilku gardeł. Położyłam się posłusznie i rozejrzałam po sali. Po lewej stronie, przy moim łóżku, siedzieli Niall i Harry, w nogach stał Zayn, a w głębi pokoju, przy oknie, zauważyłam Louisa. Przekręciłam głowę w prawo i z ulgą odnotowałam obecność Liama. Natomiast jedna rzecz w jego wyglądzie mi kompletnie nie pasowała i mimo osłabienia, postanowiłam natychmiast ją zmienić – uniosłam dłoń i kciukiem otarłam łzy z jego policzka.
- Tak lepiej… - wyszeptałam, uśmiechając się słabo. Jego twarz natychmiast rozjaśnił uśmiech. Przytrzymał na chwilę moją dłoń przy swoim policzku, pocałował jej wnętrze, po czym delikatnie odłożył na łóżko i splótł swoje palce z moimi.
- Gdzie jestem? Co się stało? – te pytania skierowałam do Nialla.
- Wczoraj byliśmy u ciebie w domu, to pamiętasz? Chyba źle się poczułaś, mówiłaś coś o spadaniu, po czym straciłaś przytomność. Przywiozłem cię tutaj, do kliniki, a potem zadzwoniłem po chłopaków…
- Czekaj, jak to wczoraj? Jaka klinika?! – zaniepokoiłam się.
- Spokojnie, Cat. Zemdlałaś wczoraj wieczorem. Dzisiaj jest środa, koło południa. Jesteś w prywatnej klinice pod miastem – odpowiedział Zayn, uśmiechając się. – Jeszcze jakieś wątpliwości?
- Tak! Tak długo byłam nieprzytomna?! – zapytałam. Do tej pory nigdy nie zdarzyła utrata świadomości na kilkanaście godzin. Wynikało z tego, że mój stan się pogarsza, mimo że wciąż nie wiedziałam, co mi jest. A co do kliniki – no jasne, jak mogłam być tak głupia, żeby sądzić, że najpopularniejszy zespół na świecie pozwoli, żeby zajmowali się mną lekarze w zwykłym, państwowym szpitalu?
- Nie, spokojnie. Na chwilę ocknęłaś się zaraz po przyjeździe tutaj, ale lekarze zabrali cię na badania i podali jakieś leki nasenne, żebyś się nie męczyła w trakcie – uspokoił mnie Niall. – Przy okazji, musieliśmy im wszystko powiedzieć… Że to nie pierwszy raz, jak zemdlałaś.
- O tym, że często zdarzają ci się takie bóle – dopowiedział Harry.
- Pytali też, czy palisz albo pijesz, więc musiałem powiedzieć o tych czekoladowych fajkach – wtrącił Zayn z przepraszającą miną.
- Powiedzieliśmy też, że ostatnio miałaś dużo stresu… Przez nas – dodał cicho Louis, podchodząc do łóżka. Pozostali jak na komendę wstali i wyszli na korytarz, pod pretekstem rozprostowania kości, skoro już się obudziłam. Liam na odchodne pocałował mnie w policzek i wyszeptał na ucho, że w razie czego jest tuż za drzwiami. 
Tomlinson usiadł na zwolnionym przez Liama taborecie i zwiesił głowę. Nie odzywałam się – jeśli chciał coś powiedzieć, musiał zacząć. Nie zamierzałam mu tego ułatwiać. Gdy w końcu wyprostował się, w jego oczach zauważyłam coś, czego do tej pory u niego nie widziałam - zwyczajową radość zastąpił żal i wstyd.
- Cat… Ja… Ja nie mam słów. Nie wiem, jak mam cię przeprosić za to, co powiedziałem. Nie miałem prawa cię oskarżać, traktować w ten sposób. Cholera jasna, zachowałem się jak ostatni idiota, a ty jeszcze znalazłaś sposób, żeby dowiedzieć się, kto był tak naprawdę winny… Przepraszam, że jestem takim chamem. Naprawdę przepraszam. I dziękuję za wszystko, co zrobiłaś. Dla nas i dla Harry’ego...
- W porządku, Tommo, przeprosiny przyjęte – odpowiedziałam poważnie. – Bardzo mi przykro z powodu Eleanor…
- Daj spokój, cieszę się, że to się skończyło. Nie zrozum mnie źle – kochałem ją. Ale jeśli była w stanie zrobić coś takiego mnie i moim przyjaciołom, to nie zasługuje na to – oświadczył z mocą Louis.
- Na pewno znajdziesz kogoś, kto zasłuży – zapewniłam go, po czym zmieniłam temat. – Louis, mógłbyś mi odpowiedzieć szczerze na jedno pytanie?
- Jeśli tylko będę potrafił.
- Czy lekarz mówił coś o tym, że mam cały czas leżeć? – uśmiechnęłam się cwaniacko.
- No, w zasadzie mówił tylko, że masz się nie przemęczać – Louis podłapał moją myśl.
- A chyba nie przemęczę się, przenosząc się z tego łóżka na fotel, prawda? – wskazałam wielki, zielony fotel, stojący w rogu pokoju. – Wygląda na dużo wygodniejszy…
- Raczej nie bardzo, zwłaszcza, jeśli zrobimy to tak! – bez ostrzeżenia uniósł mnie na rękach z łóżka i przeniósł na fotel, otulił kocem i teatralnym gestem, rodem z Kopciuszka, założył mi moje różowe kapcie-świnki.
- Dzięki, Tommo. Mógłbyś poprosić Liama, żeby przyszedł?
- Do usług! – Louis skłonił się i wyszedł.
Po chwili w progu stanął Liam. W pierwszej chwili zbladł, widząc, że nie ma mnie w łóżku, ale gdy tylko zauważył, gdzie się przeniosłam, pokonał długość pokoju w kilku krokach i padł na kolana przede mną.
- Skarbie, nie powinnaś się męczyć – spojrzał na mnie surowo, ale z troską.
- A kto powiedział, że się męczyłam? Pogadałam z Louisem, a potem pomógł mi się tu przenieść. Dosłownie przenieść – uśmiechnęłam się. – A propos rozmów… Chyba my dwoje też powinniśmy porozmawiać. Ale najpierw podnieś się z tej podłogi i siadaj tu.
- Cat, ale jak ty to widzisz? Ten fotel jest jednoosobowy… - chłopak był zdezorientowany, ale wstał. Ja również podniosłam się z fotela, wskazałam mu by usiadł, po czym bezceremonialnie władowałam się mu na kolana. Początkowo był trochę zszokowany, ale szybko odzyskał rezon – poprawił koc i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w niego jak w poduszkę, a on w milczeniu głaskał mnie po plecach.
- Wiesz, jak się czułam? – zapytałam cicho po dłuższym milczeniu. – Stojąc tam, słysząc jak Louis mnie oskarża, a ty nie robisz nic, żeby mnie obronić?
- Cat… - Liam próbował mi przerwać, ale nie dałam się.
- Wczoraj znów, Eleanor mnie wyzwała, a ty nie zrobiłeś nic. Zero reakcji – kontynuowałam łamiącym się głosem, czując, jak łzy zbierają mi się pod powiekami. - Przecież nie zrobiłam nic, co pozwalałoby ci myśleć, że jestem wobec ciebie i reszty nieszczera… Wiesz, jak to bolało, gdy czułam, że mi nie wierzysz?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Po kilku chwilach odchyliłam się lekko od chłopaka, by zobaczyć, że bezgłośnie płacze. W momencie, w którym spojrzał mi w oczy, z bólem i wstydem, zrozumiałam, że żałuje.
- Nie rób tak nigdy więcej, proszę… - wyszeptałam, przywierając do niego całym ciałem.
- Tak bardzo cię przepraszam… - odpowiedział również szeptem Liam. – Kocham cię…
Odpowiedziałam pocałunkiem. Był słony od łez, zarówno chłopaka, jak i moich, zawierał wszystkie słowa przeprosin i zarazem obietnicę na przyszłość. Bardzo chciałam w nią wierzyć.

Od Autorki:
Ta daaaam, są i przeprosiny, wybaczenie, ale raz naruszone zaufanie ciężko w pełni odzyskać... #justsayin'. To ostatni rozdział w tym roku, więc dobrze się złożyło, że jak na razie wszystko dobrze się skończyło. : )
Chwalcie się, jakie macie plany na Sylwestra? U mnie zapowiada się wieczór z TVNem (pierwszy raz od... zawsze! mają Sylwestra, i to w Krakowie, a nie filmy :D), ale nie narzekam ; )

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 32.



Dawno nie byłam tak zdenerwowana. Matura to był mały pikuś, byłam spokojna jak kwiat lotosu, podobnie jak w czasie pierwszej sesji na studiach. Nieco większy stres dopadł mnie, gdy zdawałam egzamin na prawo jazdy – ręce tak mi latały, że nie mogłam włączyć świateł. Jednak to, co działo się we mnie podczas jazdy do domu Liama i spółki, przekraczało wszelkie granice - nie skłamałabym mówiąc, że taki poziom adrenaliny w organizmie grozi chyba już poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, ze śmiercią włącznie. Od rana nie mogłam się na niczym skupić – odpalałam jednego papierosa od drugiego, rekompensując sobie czas, w którym rzuciłam nałóg ze względu na Liama. W przerwach na zrównoważenie poziomu tlenu i nikotyny w płucach, sprawdzałam nerwowo, czy na pewno włożyłam dyktafon do kieszeni, czy kaseta znajduje się we właściwym miejscu i wszystko zadziała. Wysłałam też kilka desperackich wiadomości do Lux, która jak zawsze, spokojna niczym medytujący buddysta, wysłała mi porcję pozytywnych fluidów, mówiąc, że to nie może się nie udać. W końcu odebrałam telefon od Nialla – Eleanor właśnie przyszła i zapowiadało się na to, że zabawi długo. Nie miałam wyjścia – wezwałam taksówkę, ostatni raz upewniłam się, że wszystko jest przygotowane i zbiegłam do podstawionego auta. Taksówkarz próbował zabawiać mnie rozmową, ale byłam zbyt zestresowana, by dyskutować o polityce. Zaciskałam tylko dłonie, a paznokcie boleśnie wbijające się w skórę były dowodem, że to dzieje się naprawdę. Wysiadłam z taksówki kilka domów przed willą chłopaków – nie chciałam, żeby zbyt wcześnie wiedzieli o mojej obecności. Cóż, tak, ja też naoglądałam się filmów detektywistycznych. Na chwiejnych nogach stanęłam przed drzwiami i sięgnęłam do dzwonka. Nie było odwrotu.
W drzwiach stanął Niall. Po nim również było widać zdenerwowanie, chociaż nie trząsł się tak, jak ja. Przytulił mnie krótko, również po to, by dodać mi odwagi, a na moje bezgłośne pytanie, czy wszyscy są w salonie, kiwnął głową. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do pokoju, czując za sobą obecność przyjaciela. Chłopcy i Eleanor, zajęci oglądaniem telewizji, nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Odkaszlnęłam, a wszystkie głowy obróciły się w stronę drzwi.
- Wiem, że nie jestem tu mile widziana. Chciałabym jednak, żebyście wysłuchali tego, zanim mnie wyrzucicie. Och, i Eleanor? Bardzo dobrze, że tu jesteś – nie mogłam odpuścić sobie kropelki jadu, ale poza tym, moja wypowiedź była zadziwiająco spokojna.
- Skarbie, co ty… - zaczął Liam, ale zgromiłam go wzrokiem i wyciągnęłam z kieszeni dyktafon. Odpuściłam sobie dalsze zapowiedzi, po prostu wcisnęłam ‘start’. W kilka sekund później dźwięk płynące z telewizora zastąpił głos Eleanor, przeplatany z pojedynczymi zdaniami, które udało się przemycić Hayley. W pierwszej chwili dziewczyna zerwała się do ucieczki, ale na jej drodze stanął Zayn – pociągnął ją za rękę tak, by ponownie usiadła na kanapie i słuchała wspólnie ze wszystkimi swojej własnej opowieści o tym, jak to Matt, nowy chłopak Hayley, został brutalnie pobity przez wielką gwiazdę pop, Harry’ego Stylesa. Według wersji przedstawionej przez Eleanor, Harry zmusił swoją dziewczynę do usunięcia ciąży, bo to przeszkodziłoby w jego karierze, rujnując wizerunek uroczego nastolatka, po czym wyrzucił ją z domu. Słychać było, jak Hayley stara się wytłumaczyć, że to nie tak, że opowiedziała prawdziwą historię tylko Eleanor, w zaufaniu, bo była przerażona stanem Matta po bójce, a to ona znalazła kontakt do gazet i przedstawiła zmienioną historię. Co więcej, podczas wywiadów była zawsze obecna, by uniknąć sprzecznych wersji. Cyfrowa Eleanor próbowała znów odwrócić kota ogonem, wytłumaczyć się, ale Lux drążyła temat i wydało się, że dziewczyna obiecała Hayley, że uzyska dla niej ogromne pieniądze od Harry’ego w ramach rekompensaty za tak zwane „straty moralne”. Pieniądze były byłej dziewczynie Stylesa bardzo potrzebne – zaszła w kolejną ciążę…
- To chyba wystarczy… - powiedziałam cicho i zatrzymałam nagranie. Powiodłam wzrokiem po zgromadzonych – Harry wsparł głowę na rękach i kręcił w niedowierzaniu głową, Zayn kręcił się po pokoju, Liam ogryzał paznokcie, Louis, blady jak ściana, wpatrywał się w podłogę, podobnie jak Eleanor, a Niall odetchnął i położył mi dłoń na ramieniu.
- Masz coś do powiedzenia, Eleanor? – wydusił zimno Louis. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie mam – jego dziewczyna nie zamierzała okazać skruchy.
- Na to też mam odpowiedź… - wtrąciłam i odtworzyłam odpowiedni fragment nagrania.
„Dlaczego w zasadzie tak bardzo zaangażowałaś się w pomoc Hayley, Eleanor? Czy nie jesteś przypadkiem dziewczyną przyjaciela Harry’ego?” ­– pytała Lux. – „Dlaczego? Cóż. Uważam, że Hay została skrzywdzona przez zapatrzonego w siebie pseudogwiazdora, któremu wydaje się, że wszystko może i jest bezkarny. Nawet jeśli troszeczkę poprawiłyśmy tę historię, to tylko po to, żeby Hayley dostała to, co jej się należy. A co do mojego związku z Louisem – to tak jakby przeszłość. A ta ich cholerna przyjaźń… Nienawidzę jej. To przez nią rozpadł się nasz związek.”
- Przeszłość? – wycedził przez zęby Louis. Nie sądziłam, że usłyszę w jego głosie taki lód. – Masz rację, jesteś przeszłością. Nienawidzę cię. Nie za to, co zrobiłaś mi, za to, że zniszczyłaś jego życie. Wynoś się. Nie chcę cię więcej widzieć. Won!
Eleanor z gracją, kompletnie nieadekwatną do sytuacji, uniosła się z kanapy, przeszła obok wzburzonego Louisa i skierowała się do drzwi. Przechodząc koło mnie i Nialla, zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i wysyczała:
- Znajdę cię, dziwko. Znajdę i wykończę.
- Dość tego! Won! – Louis podbiegł do nas i praktycznie wypchnął dziewczynę za drzwi. Obrócił się, spojrzał na mnie i pobiegł na górę. Po chwili usłyszeliśmy, jak trzaska drzwiami z taką siłą, że dom zadygotał w posadach.
- Ja też już pójdę – powiedziałam cicho i zapięłam kurtkę.
- Zaczekaj, odwiozę cię! – zerwał się z sofy Liam.
- Nie. Będzie lepiej, jak ja to zrobię – natychmiast zareagował Niall, zasłaniając mnie przed chłopakiem. Moment, co tu się wyprawia?! Wyglądają, jakby się mieli zaraz o mnie pobić! – pomyślałam, ale dałam się wyprowadzić Niallowi do garażu, łapiąc zrozpaczone spojrzenie Liama.
- Niall? Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, gdy siedzieliśmy już w znajomym, czarnym Range Roverze.
- Dlaczego co zrobiłem? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Dlaczego nie pozwoliłeś Liamowi mnie odwieźć? I dlaczego zasłaniałeś mnie przed nim?
- Nie wiem. Odruchowo – wzruszył ramionami, ale zauważyłam, jak się czerwieni.
- Niall? Proszę, nie bajeruj – złapałam go za brodę i delikatnie zmusiłam, żeby na mnie spojrzał.
- Dobra. Chyba nie chciałem, żeby ci coś zrobił. Bardziej skrzywdził, czy coś – wyznał w końcu.
- Dziękuję. Ale wiesz, Liam i ja prędzej czy później i tak będziemy musieli porozmawiać… - odpowiedziałam, a w głowie galopowały mi setki niedokończonych myśli. To wszystko… To była cholernie dziwna sytuacja. Całą drogę usiłowałam poskładać się wewnętrznie w całość, ale bezskutecznie. To przypominało łapanie pajęczyny – ilekroć chwytałam jeden wątek, rozrywałam drugi… W końcu Niall zaparkował pod moją klatką, wyłączył silnik i popatrzył mi w oczy.
- To było bardzo odważne, Cat.
- Co? To, że wsiadłam z tobą do auta? – zażartowałam.
- Daj spokój, jestem dobrym kierowcą. Mówię o tym, co dla nas zrobiłaś. Dla Harry’ego.
- Musiałam, Nialler. Musiałam – uśmiechnęłam się do niego. – A skoro już mnie odwiozłeś, to może chcesz wejść?
- A masz ciastka? – zapytał poważnie. W chwilę później oboje zaśmiewaliśmy się do łez, wjeżdżając windą na moje piętro.

Od Autorki:
No, jedna drama już niemalże za nami : )
Korzystając z okazji, życzę Wam wszystkim świątecznie przede wszystkim spełnienia marzeń, niezależnie od tego, czego sobie życzycie - czy jest to spotkanie idola, poznanie kogoś wyjątkowego, koncert, osiągnięcie upragnionej wagi, skończenie szkoły, etc. Nie zapominajcie nigdy o tym, jak wyjątkowi jesteście, jak wiele możecie zrobić. Korzystajcie z życia i nie poddawajcie się przeciwnościom. Bądźcie szczęśliwi! ♥

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 31.



Czekałam w samochodzie Lux, zaparkowanym przed kawiarnią, nerwowo bębniąc palcami o kokpit. Nie czułam się dobrze, siedząc na „czatach”, ale wiedziałam, że moje pojawienie się może zrujnować cały misterny plan. Moja przyjaciółka pojawiła się w kawiarni pierwsza, celowo wybierając stolik przy oknie, tak, bym mogła obserwować sytuację; w torebce ustawionej na krześle obok miała schowany włączony dyktafon wysokiej klasy, który jej narzeczony „pożyczył” z pracy. Po kilku minutach do kawiarni weszła wysoka, szczupła, rudowłosa dziewczyna, którą natychmiast skojarzyłam ze zdjęcia, które pokazywał mi Harry. Podeszła do stolika, przy którym usiadła Lux i wyciągnęła dłoń w geście powitania. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w ich zdawkową wymianę zdań, mało brakło, bym przegapiła dziewczynę zbliżającą się do drzwi. Chociaż większość twarzy chowała za okularami przeciwsłonecznymi (ciekawe po co, był środek stycznia!), a rozpuszczone zazwyczaj loki tym razem upięła w niedbały kucyk, byłam pewna co do jej tożsamości. Pośpiesznie wystukałam wiadomość do Lux: Szlag, mamy problem. Panna, która wchodzi, to ELEANOR! Uważaj!.
Lux odczytała wiadomość i jakby od niechcenia spojrzała przez okno w moją stronę, wytrzeszczając oczy. Odpowiedziałam podobną miną. Pozostało mi tylko trzymać kciuki, żeby wszystko poszło po naszej myśli. Eleanor usiadła obok Hayley i przywitała się z Lux, a ja zastanawiałam się, co one dwie mają ze sobą wspólnego. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo El przysłuży się rozwiązaniu zagadki.

***

- Padniesz jak to usłyszysz! – wykrzyknęła Lux, wsiadając z impetem do samochodu. – Ta cała Eleanor jest szurnięta do kwadratu, a Hayley robi za marionetkę!
- Czekaj, powoli, od początku! – próbowałam uspokoić przyjaciółkę, by uzyskać jakieś konkretne informacje.
- Dobra. Słuchaj i trzymaj się fotela! – odetchnęła i zaczęła opowiadać. – Hayley w ogóle nie chciała ze mną rozmawiać, ale jak tylko zjawiła się ta druga, kompletnie zmieniła gadkę. A w zasadzie, ona mówiła niewiele, tylko Eleanor opowiadała, ona czasem coś wtrąciła. Czaisz, jakby Eleanor lepiej wiedziała, co się stało!
- Żartujesz?
- Nie! Słuchaj dalej. Okazało się, że ten facet Hayley, ten, z którym pobił się Harry, jest jakimś znajomym Eleanor. Ona, jak się dowiedziała, że Hazza go tak potraktował, postanowiła dowiedzieć się, dlaczego. No i opowiedziała mi tą całą tabloidową historyjkę, jakby recytowała wyuczoną rolę. Hayley coś tam próbowała prostować, że tak nie było, że to była jej decyzja, ale Eleanor stale ją uciszała i opowiadała swoje.
- Nie próbowałaś dowiedzieć się czemu to robi, skoro jest dziewczyną Louisa? – zapytałam, wciąż nie mogąc uwierzyć w przyniesione przez Lux rewelacje.
- A pewnie, że próbowałam! Posłuchaj sama, co mi powiedziała… - Lux wcisnęła odpowiedni guzik na dyktafonie i w samochodzie rozległ się wyniosły głos Eleanor.
Po wysłuchaniu nagrania długo zbierałam się, by w jakiś sposób zareagować. Na pewno nie mogłam od razu jechać z tym do chłopaków – musiałam odpowiednio zaaranżować sytuację. Poprosiłam przyjaciółkę, by odwiozła mnie do domu, a po drodze skontaktowałam się z Niallem.
- Cześć, Nialler. Możesz rozmawiać? – zapytałam na wstępie.
- Siema, Josh. Co słychać? – rzucił wesoło.
- O, zmieniłam imię? Dobra, to wyjdź gdzieś, gdzie będziesz mógł spokojnie pogadać.
- Spoko, stary. Zaraz to sprawdzę, czekaj – usłyszałam jak wchodzi po schodach i przekręca zamek w drzwiach. – Ok, mogę. Cześć, Cattie.
- To było bardzo sprytne! – pochwaliłam blondyna.
- Naoglądałem się filmów z Bondem – zaśmiał się. – Co się dzieje?
- Nialler, posłuchaj mnie uważnie. Czy wiesz coś na temat tego, żeby w najbliższym czasie miała pojawić się u was Eleanor?
- No, w sumie Louis coś mówił, że pojutrze ma wpaść na obiad, a co? Do niej też potrzebujesz numeru?
- Nie. Pojutrze? Dobrze, bardzo dobrze. Więc słuchaj dalej: jak przyjdzie, zadzwoń natychmiast do mnie i dopilnuj, żeby do mojego przyjazdu nie wyszła. To ważne. Zrozumiałeś?
- Przyjęto, bez odbioru – zaśmiał się, po czym dodał poważnie. – Cat, co się dzieje? To ma coś wspólnego z tymi szmatławcami? Wiesz, kto to wymyślił?
- Wiem. A wy dowiecie się w swoim czasie. Pamiętaj, o co prosiłam. Kocham cię, pa! – zakończyłam rozmowę, nim Niall wyciągnąłby ze mnie szczegóły. Spojrzałam na Lux, która w czasie mojej rozmowy z przyjacielem zdążyła odwieźć mnie pod sam dom, zaparkować i wyłączyć silnik. – Słyszałaś. Pojutrze. Jak to się mówi – ‘show must go on’?
- Dokładnie tak. Chciałabym zobaczyć ich miny… Opowiesz mi potem dokładnie, prawda? Jesteś mi to winna za dzisiejszy stres!
- Spoko, ze szczegółami. Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś – uściskałam przyjaciółkę i schowałam do kieszeni nasz główny dowód w sprawie – małą, niepozorną kasetę z nagraniem. Od niej zależała przyszłość kilku przyjaźni, mojego związku z Liamem, (który notabene, odkąd tylko wybiegłam z ich domu, prawie bezustannie wysyłał mi wiadomości z prośbą o rozmowę, wybaczenie, dzwonił, a nawet raz pojawił się pod moimi drzwiami, ale udawałam, że nie ma mnie w domu), a przede wszystkim – moje dobre imię. Najcenniejsze, co miałam.

Od Autorki: 
Miał być dopiero jutro, ale postanowiłam skrócić Wam czekanie : )
Wybaczcie, że rozdział jest taki krótki - tak jak już kiedyś pisałam, historię Cat pisałam od marca, więc teraz już za późno, by zmieniać rozdziały i ich długość. Dziś wzięłam się w końcu za pisanie ostatniego rozdziału i troszeczkę mi się rozwlekł, a jestem dopiero w połowie przewidzianej akcji, więc ostatni Wam zrekompensuje wcześniejsze krótkie : )
Kolejny rozdział planuję na Wigilię, a jako, że nie będzie mnie wtedy w domu, liczę na autopublikację, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Kto by pomyślał, że w to wszystko wplątana jest Eleanor, prawda? :D A propos - nie mam nic do niej, jako do osoby, i nie shippuję Larry'ego. Po prostu kogoś musiałam obsadzić w roli czarnego charakteru, mam nadzieję, że to rozumiecie : )

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 30.



Dni od Sylwestra zaczęły dzielić się na te spędzane z Liamem, u mnie lub u niego, we dwoje lub z całym zespołem, no i na te gorsze, bez niego. Żyłam od randki do randki, skacząc między wspólnymi porankami a sesjami przytulanek w sypialni, a gdy Liama nie było w pobliżu, rozpamiętywałam nasze spotkania. Czasem wpadał do mnie do pracy, czasem ja oglądałam jego koncerty, raz nawet zaprosił mnie do studia, gdy nagrywali nową piosenkę. Nudne, męczące godziny bez niego starałam się zabić pracą albo spotkaniami z Lux, wobec której czułam się trochę winna – odkąd poznałam Liama, coraz mniej czasu spędzałyśmy razem. Tego dnia było podobnie -  wybrałyśmy się do kina w centrum handlowym. Po seansie krążyłyśmy bez celu po sklepach, dla zabawy mierząc jakieś obciachowe ciuchy. W jednej z mijanych witryn, należącej do jakiegoś punktu prasowego, zauważyłam znajomą twarz na okładce gazety. Pociągnęłam Lux w tamtą stronę i po chwili stałyśmy przed półką, z której patrzyła na mnie wielokrotnie powielona twarz Harry’ego. Nie to było jednak najbardziej przerażające – gorsze były podpisy. „Harry Styles ojcem?!”. „Gwiazdor zmusił dziewczynę do aborcji!”. „Czy dziecko jest przeszkodą w karierze?”. Litery zawirowały mi w oczach i musiałam przytrzymać się Lux, by nie upaść. Zgarnęłam z półki trzy przypadkowe magazyny, w pośpiechu zapłaciłam, pożegnałam przyjaciółkę i wybiegłam. Słyszałam jak Lux krzyczy za mną, ale nie miałam czasu na wyjaśnienia. Biegłam, jakby od tego zależało moje życie. W ostatniej chwili wpadłam do autobusu jadącego w kierunku dzielnicy, w której znajdowała się willa chłopaków. Nie wiedziałam, czy zastanę ich w domu, ale po prostu musiałam tam dotrzeć. W autobusie nerwowo przeglądałam magazyny; wypełniał je stek bzdur, słowa wyrwane z kontekstu, okraszone żałosnej jakości zdjęciami. Nim wysiadłam na przystanku kilka przecznic od domu One Direction, niebo poszarzało i zaczęło intensywnie padać. Drogę z przystanku pokonałam więc biegiem, nie zważając na to, że nowe buty nasiąkały wodą, gdy wpadałam w kałuże. Drzwi były otwarte i już miałam pobiec prosto do salonu, ale usłyszałam wrzaski, które sprawiły, że stanęłam w miejscu i bałam się choćby złapać oddech.
- Do jasnej cholery, Harry! Dlaczego ona wiedziała, a nam nic nie powiedziałeś?! – krzyczał Louis.
- Louis, zamknij się na chwilę. Harry, to wszystko prawda? – próbował łagodzić Zayn.
- Z czym? Że Hay była w ciąży? Tak! Że kazałem jej usunąć? Nie! Za kogo wy mnie macie! – odpowiedział Harry, głosem złamanym od płaczu, na którego dźwięk serce podeszło mi do gardła. – Kochałem ją…
- I mimo wszystko nic nam nie powiedziałeś?! A Cat wiedziała, tak?! – atakował dalej Louis.
- Tak… - wymamrotał w odpowiedzi jego przyjaciel.
- Do jasnej cholery! Wiedziałem, że nie można jej ufać! Jak mogła iść z tym do tych szmatławców!
- Louis, kurwa[1], skończ! – ryknął milczący do tej pory Niall. – Jak możesz ją oskarżać o coś takiego?! Widocznie Harry miał do niej więcej zaufania, niż do nas!
- Właśnie. Stary, musisz wyluzować. Liam, co ty o tym sądzisz? – zwrócił się do mojego chłopaka Zayn.
- Nie wiem… Nie chce mi się wierzyć, że Cat mogłaby zrobić coś takiego, ale z drugiej strony, tylko ona wiedziała... – z miejsca, w którym stałam, widziałam, że Liam siedzi przygarbiony na krześle, podpierając głowę rękami. Wyglądał na zdruzgotanego i zagubionego.
Tego było już dla mnie za dużo. Ludzie, którzy stali się moim całym światem, oskarżali mnie o coś koszmarnego, a mój chłopak nawet nie raczył stanąć w mojej obronie. Tylko Niall był zupełnie przekonany o mojej niewinności – Zayn wahał się, a Louis kipiał nienawiścią do mnie. Przełknęłam ślinę i weszłam do salonu, korzystając z chwili ciszy. Cisnęłam gazety na podłogę i odnalazłam zielone oczy Harry’ego, lśniące od łez.
- Nie zrobiłam tego. Ale widzę, że wy już zdążyliście mnie osądzić i skazać.
Walcząc ze łzami odwróciłam się na pięcie i wyszłam, trzaskając głośno drzwiami. Otępiała szłam w ulewie w stronę przystanku, rozchlapując dookoła siebie fontanny błota. Byłam wdzięczna pogodzie, że wymyśliła sobie deszcz na to popołudnie – przynajmniej nikogo nie było na ulicy i nikt nie patrzył w ten dziwny sposób na moją zapłakaną twarz. Łzy ściekały mi po policzkach razem ze strugami deszczu, ale nawet nie zadałam sobie trudu, by je obetrzeć. Po chwili usłyszałam, jak druga para butów cmoka w kontakcie z namokniętą ziemią. Poczułam, jak silne ręce zatrzymują mnie w miejscu, a ich właściciel, w mokrym, przyklejonym do ciała podkoszulku, stanął przede mną i uniósł moją brodę do góry, tak, że musiałam spojrzeć mu w oczy.
- Wierzę ci, słyszysz? Wierzę – powiedział cicho Niall.
Wyminęłam go i kontynuowałam wędrówkę w kierunku przystanku. Nie zamierzałam jednak spokojnie dawać sobą pomiatać – w głowie układałam już plan.

***

Wpadłam do domu, ociekając wodą. Zostawiłam przemoczone do cna buty na klatce schodowej, powiesiłam kurtkę w korytarzu i przeszłam do pokoju w poszukiwaniu jakichś suchych, ciepłych ubrań. Na stercie T-shirtów wymacałam jakiś nietypowy, więc wyciągnęłam go z szafy i mało brakło, bym znów wybuchła płaczem – to była koszulka, którą pożyczałam od Liama, gdy zostawałam u niego na noc. Nie pamiętałam, w jaki sposób znalazła się w mojej szafie, ale nie zamierzałam jej zakładać. Wepchnęłam ją głęboko z powrotem na półkę i walcząc z dławiącym uczuciem w gardle, przebrałam się w dres, po czym sięgnęłam po telefon.
- Lux? Możesz do mnie przyjechać? Najlepiej z whisky – poprosiłam przyjaciółkę.
Pół godziny później przyjaciółka stanęła w drzwiach, wyciągając w moją stronę butelkę wódki.
- Nie mieli whisky, wzięłam wódkę. Wyciągaj kieliszki i mów, co jest grane? – Lux opadła na kuchenne krzesło, rozlewając alkohol do szkła, które wyjęłam z szafki. Nie czułam się już w obowiązku dochowywać tajemnicy, skoro i tak wszystkie gazety trąbiły o sekrecie Harry’ego. Opowiedziałam przyjaciółce fakty, których dowiedziałam się od chłopaka, po czym skontrastowałam je z bredniami wypisywanymi w gazetach. Historię zakończyłam relacjonując wizytę w domu przyjaciół, reakcję Liama, Nialla, Zayna i Louisa.
- O cholera. Sorry, że to powiem, Cat, ale Liam zachował się jak świnia. Przecież on powinien cię bronić! – Lux była wzburzona. – Dobrze, że przynajmniej ten Niall okazał się jedynym mądrym. Co zamierzasz teraz zrobić?
- Jak to co? Muszę im udowodnić, że to nie ja podałam tę informację brukowcom – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Tego się domyśliłam, ale masz jakiś pomysł, jak to zrobić?
- W zasadzie mam. Patrz: zakładam, że wiedziały o tej ciąży trzy osoby. Ja, Harry i ta dziewczyna, Hayley. A skoro ja i Styles nic nie powiedzieliśmy, to kto jest słabym ogniwem? Hayley. Trzeba z nią pogadać, wykorzystać to zainteresowanie nią i wyciągnąć prawdę. Tylko, że ja nie mogę tego zrobić – jakiś czas temu na podobnych okładkach było zdjęcie moje i Liama. Musi to zrobić ktoś, kogo ona na pewno nie zna – planowałam, bawiąc się kieliszkiem.
- Na przykład ja – dopowiedziała Lux, a po błysku w jej oczach domyśliłam się, że załapała mój plan.
- Dokładnie. Mogłabyś skontaktować się z nią, podając się za jakąś dziennikarkę, i nagrać waszą rozmowę? Może w ten sposób dowiemy się, kto próbuje zniszczyć Harry’ego.
- Wchodzę w to! – przyjaciółka z uśmiechem uniosła swojego drinka. – W sumie zawsze chciałam być aktorką!
- Jeśli odkryjemy, kto za tym stoi, osobiście nominuję cię do Oscara! – zaśmiałam się i również uniosłam kieliszek. Brzęk szkła zaczął nowy rozdział, który roboczo zatytułowałam: ‘Dream-team na tropie’. 

***

Umówienie się z Hayley, byłą dziewczyną Harry’ego, okazało się trudniejsze, niż oczekiwałam. Przez pierwsze cztery dni usiłowałam zdobyć jej numer telefonu albo adres, ale wszystkie próby kończyły się fiaskiem. Lux sugerowała co prawda, żebyśmy dzwoniły po kolei do wszystkich dziewczyn w Londynie, noszących to imię, ale to byłoby irracjonalne i zajęłoby zbyt wiele czasu. W końcu wpadłam na rozwiązanie tak oczywiste i proste, że zaczęłam śmiać się z własnego gapiostwa – najpewniejszym źródłem kontaktu do Hayley był jej były chłopak! Oczywistym było, że nie mogłam zadzwonić bezpośrednio do niego, ale dlaczego by nie wykorzystać naszego wspólnego przyjaciela? Niall początkowo był trochę sceptyczny – o ile wierzył, że uda mu się znaleźć w telefonie Harry’ego właściwy numer, tak był zupełnie nieprzekonany co do tego, że Hayley powie nam prawdę. Wytłumaczyłam mu, że jeśli jest chociaż cień szansy, muszę spróbować. Dwa dni później wysłał mi sms-a z numerem telefonu dziewczyny, a zaraz po nim drugiego: Powodzenia : ) Tęsknimy za Tobą… Uśmiechnęłam się smutno do ekranu – mi też ich brakowało, ale nie mogłam wrócić, dopóki przynajmniej jeden z nich mnie nienawidził. Louis najbardziej! – odpisałam. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie: Trochę mu przeszło. Ale ja tęsknię, Zayn i Harry też. A Liam zupełnie sobie bez Ciebie nie radzi... Wróć do nas! Przygryzłam wargi i wystukałam odpowiedź: Liam mógł myśleć o tym wcześniej. A Ty zawsze możesz przecież przyjechać do mnie. Mam ciastka! :D. Telefon zaćwierkał po chwili ponownie, a ja roześmiałam się głośno, widząc na ekranie ikonkę Strusia Pędziwiatra. Niallera zawsze można było nakłonić do wszystkiego jedzeniem, pod tym względem był niemożliwy.

Nadszedł najwyższy czas, żeby wcielić mój plan w życie. Wysłałam numer Hayley do Lux, by umówiła się z nią jak najszybciej. Po dwudziestu minutach oddzwoniła, mówiąc, że dziewczyna dość niechętnie zgodziła się spotkać za dwa dni w kawiarni w północnej części Londynu. Showtime! ­– pomyślałam, z satysfakcją odkładając słuchawkę.


[1] Emocje, te emocje!

Od Autorki:
Drama time! Kiedy czytałam Wasze przypuszczenia, że chodzi o kłótnię Liama i Nialla, uśmiechałam się pod nosem - jak widzicie, chodzi o coś zupełnie innego.
Miałam z tym rozdziałem zaczekać do piątku, by kolejny rozdział z rozwiązaniem tej sytuacji dodać w Święta/po Świętach, ale po tym, jak zobaczyłam dziś komentarz Delice, uznałam, że może choćby dodaniem nowego rozdziału będę w stanie się jej jakoś odwdzięczyć za te słowa - nigdy nikt nie powiedział tyle dobrego o mojej pisaninie - dziękuję! ♥
Jak myślicie, co z tego wszystkiego wyjdzie?