Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 24.



Wybrałam losową płytę z półki w salonie i nie sprawdzając tytułu, włożyłam ją do odtwarzacza. Po kilku sekundach z głośnika ryknęło „Teenage dirtbag”, w starej, dobrej wersji, więc z uśmiechem na ustach przeniosłam się do kuchni, zaparzyłam kawę i usiadłam na parapecie. Gdy obudziłam się kilkadziesiąt minut wcześniej, Liama nie było obok – na jego połowie łóżka leżała pospiesznie skreślona karteczka: „Kochanie, niezapowiedziany wywiad :( Będę tak szybko, jak się da – nie lubię myśleć, że budzisz się sama. xx, Liam”. Było mi trochę smutno, że znów obowiązki sprawiały, że zostałam sama, ale starałam się zdusić to w sobie, wiedząc, że nie mogę zachowywać się jak egoistka. W dużym domu chłopaków czułam się coraz lepiej, chociaż nadal nie lubiłam przebywać w nim sama – pod tym względem wolałam swoje kameralne mieszkanie. Pokręciłam się po kuchni w oczekiwaniu na tosty, a po śniadaniu postanowiłam skorzystać z prezentu ofiarowanego mi przez Nialla, więc zamknęłam się w studio i ćwiczyłam, dopóki palce nie zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Czas mijał, a chłopcy nie wracali -  zdążyłam wypić drugą kawę, posiedzieć przed telewizorem, skacząc po kanałach w poszukiwaniu czegoś innego niż reklamy i zacząć się poważnie nudzić. W końcu usłyszałam samochód parkujący pod domem i chciałam zerwać się z kanapy, ale ugięły się pode mną kolana i ostatnie, co zapamiętałam, to biel sufitu przed oczami, po której nastąpiła ciemność.

***

- Cat! Cat! Liam, chodź tutaj!
- O cholera! Cat, kochanie!
- Co do… Co się stało?!
Słowa wirowały w mojej głowie nim jeszcze udało mi się rozchylić powieki. Początkowo były po prostu mieszanką dźwięków, po chwili wyodrębniłam z nich poszczególne głosy. Z trudem otworzyłam oczy na tyle, by zobaczyć nad sobą przerażone oczy Liama, Nialla i Harry’ego, przygryzającego wargę, jak zawsze, gdy się denerwował. Zamrugałam i ponownie przymknęłam powieki – czułam, jakby ktoś przysypał je toną piasku.
- Może powinniśmy zadzwonić po pogotowie?! – zaproponował Niall.
- Racja, dzwoń. Cat, słyszysz mnie? Proszę, odezwij się! – to był głos Liama.
Słysząc słowo ‘pogotowie’ wpadłam w panikę. Gardło odmówiło współpracy, nie mogłam zaprotestować. Udało mi się tylko pokręcić głową, w nadziei, że ktoś to zauważy. Miałam szczęście – Harry był spostrzegawczy.
- Czekajcie. Najpierw trzeba ją zabrać z tej podłogi! – powiedział, odsuwając na bok chłopaków. Poczułam, jak ktoś wkłada ręce pod moje ramiona i kolana i unosi mnie w górę, by po chwili delikatnie ułożyć na sofie. Zmusiłam się do otwarcia oczu i zobaczyłam zielone tęczówki, wpatrujące się we mnie intensywnie. Harry, widząc, że wracam do siebie, mrugnął porozumiewawczo i odsunął się, robiąc miejsce dla Liama. Ten natychmiast padł na kolana przy kanapie i złapał mnie za rękę.
- Skarbie, co się stało? Mam zadzwonić po lekarza? – zapytał, wciąż zdenerwowany. Pozostali chłopcy wyszli z pokoju, dając nam odrobinę prywatności.
- Nie. Nic mi nie jest, Liam… Tylko się przewróciłam – próbowałam wstać, by udowodnić, że naprawdę dobrze się czuję, ale byłam zbyt słaba. Tym samym utwierdziłam chłopaka w przekonaniu, że jednak nie jest ze mną wszystko w porządku, co poskutkowało przeleżeniem większości dnia na kanapie, pod kocem, z głową na kolanach Liama, który opuszczał swoje miejsce warty tylko po to, by przynieść mi kolejny kubek herbaty. Z jednej strony to całe „chorowanie” wydawało mi się śmieszne – czekałam na moment, aż chłopak przyniesie mi miskę gorącego rosołu albo jakieś zioła od lokalnej znachorki, bylebym tylko poczuła się lepiej i pozbyła się tego potwornego bólu i problemów z nim związanych raz na zawsze; z drugiej – byłam zakłopotana, że sprawiam chłopakom tyle problemów. Gdy wspomniałam na ten temat głośno, Liam spojrzał na mnie tak, jakbym zrobiła mu wielką krzywdę i odpowiedział, że po pierwsze, nigdy nie pomyślałby, że jestem dla niego problemem, po drugie, mi tak nie wolno myśleć, a po trzecie, że wszyscy z miejsca mnie pokochali i niestety, już się od tej piątki idiotów nie uwolnię. Zapewniłam go, że nie zamierzam się uwalniać, co wywołało uśmiech na jego twarzy. W tej chwili nasza rozmowa została przerwana – Louis zawołał Liama na górę, więc chłopak niechętnie zamienił swoje kolana na poduszkę pod moją głową i powlókł się po schodach; nie pozostawił mnie jednak bez opieki – sekundę później do salonu wszedł Harry. Podciągnęłam się, przy jego drobnej pomocy, do pozycji siedzącej, a chłopak zajął miejsce obok. Bandaż zrobiony przeze mnie w nocy  został zastąpiony przez plaster, a sina warga tylko lekką opuchlizną zdradzała wydarzenia wieczoru.
- Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał Harry z lekkim uśmiechem. – Chyba nie ma dramatu?
- Nie, no… Powiedzmy, że widziałam cię w gorszej odsłonie – odpowiedziałam uśmiechem.
- Właśnie, a propos tego…Cat, cholernie ci dziękuję – popatrzył mi głęboko w oczy. – To był ten sukinsyn. Śmiał się ze mnie, kpił z Hay… Nie mogłem mu darować, rozumiesz?!
- Rozumiem… - odpowiedziałam cicho, przytłoczona goryczą w jego głosie, po czym wyciągnęłam ręce w stronę chłopaka. – Chodź tutaj.
Harry natychmiast przysunął się tak blisko, że poczułam zapach jego jabłkowego szamponu, i otoczył mnie ramionami. Pozycja, w jakiej siedzieliśmy, nie była może zbyt komfortowa, ale tylko w taki sposób umiałam mu przekazać, że rozumiem, co czuje i jestem dla niego. Może i na co dzień zgrywał twardziela, ale nie mogłam zapomnieć, że jest najmłodszy z zespołu i czasem, jak każdy, potrzebuje bliskości - przytulenia i wsparcia. Harry oparł brodę na moim ramieniu, łaskocząc mnie w szyję oddechem, a ja zataczałam na jego plecach malutkie kółka wnętrzem dłoni. Czułam, jak powoli się odpręża i uspokaja. Po kilku chwilach zwolnił uścisk ramion i odsuwając się, cmoknął mnie w policzek.
- Wiesz co, Cat? Jesteś moim antidotum – na jego twarz wrócił uśmiech, który zaświecił w zielonych oczach figlarne iskierki. – A skoro już o tym mowa, co to było? Teraz ja się powinienem o ciebie martwić?
- Daj spokój, tylko zemdlałam, a robią ze mnie umierającą! – żachnęłam się.

***

Zauważyłam pewną prawidłowość. Ilekroć znajdowałam się w tym samym pomieszczeniu, co Liam, chłopak zachowywał między nami kontakt fizyczny – trzymał mnie za rękę, głaskał po plecach czy włosach, obejmował ramieniem – tak, jakby nie chciał mnie ani na chwilę stracić. Teraz było podobnie – siedziałam na łóżku, zwinięta w kłębek między nogami chłopaka, czując na plecach jak jego klatka piersiowa unosi się i opada w stałym rytmie. Po obiedzie pograliśmy z Harrym i Niallem w scrabble; wieczorem chciałam wrócić do domu, ale Liam był nieustępliwy. Powiedział, że pod żadnym pozorem nie puści mnie samej, a moje argumenty, że nie mam ubrań na kolejny dzień zbył, demonstracyjnie wręczając mi komplet swoich i robiąc miejsce w szafie, wymusił na mnie obietnicę, że następnym razem przywiozę tyle swoich rzeczy, żeby móc w każdej chwili zostać w domu chłopaków na noc. Poddałam się, widząc jego ośli upór – faktycznie wolałam spędzić wieczór przytulając się do niego, niż przed telewizorem czy laptopem.
- Cat? – Liam przerwał ciszę.
- Hm?
- Co planujesz na święta?
Cholera! Zapomniałam, że ten czas tak szybko leci – za dwa tygodnie Gwiazdka, a ja nie mam ani biletów, ani prezentów… - pomyślałam, a na głos odpowiedziałam:
- Wracam do Polski… Tęsknię za Marcinem, wypada też zobaczyć się z mamą… A czemu pytasz?
- Bo chciałem, żebyś pojechała ze mną do Wolverhampton, do moich rodziców. Ale skoro masz już inne plany, to rozumiem… - wydawało mi się, że lekko posmutniał.
- Chciałabym pojechać z tobą! – oświadczyłam z mocą. – Ale skarbie, nie widziałam ich kilka miesięcy…
- Dobrze, dobrze. Będę po prostu tęsknił za tobą bardziej, niż zwykle – przytulił mnie mocno. - A co z Sylwestrem? Wrócisz?
- Nie myślałam jeszcze o tym. W sumie mogłabym – jeśli polecę w Wigilię rano, 28 lub 29 mogę być z powrotem. Masz jakieś specjalne plany?
- Czy ja wiem, czy specjalne… Co rok urządzamy z chłopakami imprezę, nic wielkiego – wpadają chłopcy z bandu, nasi znajomi z Londynu, wiesz. Chciałbym, żebyś była.
- A jak powiem, że będę, to się w końcu uśmiechniesz? – obróciłam się, by widzieć twarz Liama, który pokiwał głową. – Będę, oczywiście, że będę! Tylko wiesz co?
- Co?
- Nie mam co na siebie włożyć… - roześmiałam się, a po chwili Liam mi zawtórował.

18 komentarzy:

  1. cały czas się zastanawiam, co jest ze zdrowiem głównej bohaterki!
    a co do rozdziału to jak zwykle niesamowity :*

    OdpowiedzUsuń
  2. coś ja czuje że Harry coś ma do Cat może to i przyjaz ale mi wygląda na cos wiekszego rozdział słodki xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to opowiadanie to naprawdę rzadkość <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojjj mi się wydaje że to jeden z tych blogow co główna bohaterka umiera na końcu z choroby ;(((( Swietny! !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie lubię zdradzać zakończenia, ale nie, Cat nie umrze :)

      Usuń
  5. Fajny rozdział. ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Zacznijmy od tego, że zamiast się uczyć czytam twoje ff, a moją mama mnie zabije jak obleje test więc..... docen :-D świetny rozdział, ale Cat przypomina mi moją bff oczywiście prawie umiera ale nic jej nie jest :-D PERFECT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doceniam - też powinnam się teraz uczyć :D Do książek! ♥

      Usuń
  7. Rozdział boski !!
    Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  8. Dopiero co znalazłam twoje opowiadanie i jest cudowne! Tylko błagam, żeby to nie było jedno z tych opowiadań gdzie w dziewczynie zakochuje się więcej niż jeden chłopak (czyt. Harry)... Przecież mogą być przyjaciółmi, prawda? :) Niech ona będzie szczęśliwa z Liam'em, błagam cię! Nienawidzę takich 'trójkątów'... No ale to w sumie twoje opowiadanie... :) I wspaniale piszesz!

    Czekam na więcej! xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Ohoooo, dziś solidaryzuję się z Cat, bo sama robiłam mały fik w kościele. Bo jak mdleć, to z przytupem.
    Ah, też mnie niepokoją te podejrzane zdrowotne zawirowania C. ale miejmy nadzieję, że to nic bardzo poważnego. Jednak wyżej widziałam, że nie zamierzasz jej uśmiercać, więc powiedzmy, że trochę mi ulżyło.

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny, jak zawsze. takie mialam przeczucie, że coś jest nie tak ze zdrowiem Cat od momentu, kiedy ją tak rozbolał brzuch. nie może być zbyt sielankowo, czyż nie? :) lubię jej "momenty" z Harrym. tylko czekam, aż Loczek będzie próbował ją pocałować :3 wyczuwam to. powodzenia z nauką, ja też muszę dzisiaj romansować z niemieckim i fizyką. UGH. uwielbiam i pozdrawiam <3
    Madzia

    OdpowiedzUsuń
  11. Czo ta Cat? :/
    Naprawdę mam coraz większe podejrzenia co do jej zdrowia!
    Ale cieszę się, że ktoś mnie wyprzedził co do końcówki i można ze spokojem odetchnąć, skoro nie umrze :)
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest takie cudowne. Tyle emocji tu jest! KOCHAM TO!! @Naataalina

    OdpowiedzUsuń