Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 26.



- Nie wierzę. Moja przyjaciółka umawia się z gwiazdą pop, świat stanął na głowie. No, ale wiesz, że życzę ci szczęścia. A skoro on ma ci je dać, to już go lubię – Marcin podsumował naszą rozmowę, odprowadzając mnie rano pod mój blok. – A że tak zmienię temat – na pewno chcesz tam iść? – wskazał brodą okna na ostatnim piętrze.
- Chyba nie mam wyjścia. W razie czego przyjdę później do ciebie, ok?
- Jasne, dla ciebie jest zawsze otwarte. Trzymaj się! – przyjaciel uścisnął mnie na pożegnanie.
Wdrapałam się po schodach, zdenerwowana, jakby miała stanąć przed plutonem egzekucyjnym. No, w sumie skutki mogły być podobne. Mama siedziała w kuchni, opatulona swetrem, który zostawiłam jej pod choinką.
- Cześć – zaczęłam spokojnie, podchodząc do drugiego krzesła.
- Cześć? Tyle masz mi do powiedzenia?! – rzuciła podminowana. Odpowiedziałam milczeniem. Nie widziała mnie pół roku i już zamierzała wszcząć awanturę? Nie miałam na to siły ani ochoty.
– Przepraszam. Zacznijmy jeszcze raz – zmitygowała się po chwili. – Cześć, córciu. Masz ochotę na herbatę?
- Poproszę – odpowiedziałam,  przyglądając się, jak wstaje, sięga po kubek, wybiera saszetkę z truskawkową herbatą i wrzuca ją do naczynia. Jakby nic się nie zmieniło, jakby poprzednie pół roku, poprzedzone kłótniami, było jakimś irracjonalnym snem. Z wdzięcznością przyjęłam kubek z parującą zawartością i w przypływie jakiejś świątecznej odwagi sięgnęłam po jej dłoń.
- Przepraszam. Za wszystko – powiedziałam cicho. Mama nie odpowiedziała, ale przytuliła mnie i pocałowała w czoło, jak za starych czasów, gdy byłam jej małą dziewczynką.
- Co się z tobą działo? – zapytała, siadając na taborecie.
- W największym skrócie: wyjechałam do Londynu, to wiesz. Wynajmuję mieszkanie, pracuję w dużej agencji fotograficznej – robię okładki gazet, płyt, sesje reklamowe, czasem fotorelacje z jakichś wydarzeń. Od niedawna spotykam się z pewnym chłopakiem, muzykiem. To chyba tyle – wzruszyłam ramionami.
- Tyle? Boże, nie spodziewałam się. Znaczy, zawsze byłaś uparta i piekielnie zdolna, ale nie sądziłam, że jesteś w stanie tak ułożyć sobie życie, kompletnie bez mojej pomocy… - widziałam dumę i podziw w jej oczach. – Myślisz o powrocie do Polski?
- Teraz? Nie. I raczej nie w najbliższej przyszłości. Ale jeśli bardzo za mną tęsknisz, możesz przylecieć do Londynu – uśmiechnęłam się.

***

Czas w Polsce mijał błyskawicznie. Świąteczny obiad z rodziną, która nie mogła nadziwić się, ile osiągnęłam w Londynie w tak krótkim czasie (a jak próbowałam w kraju, to podcinali mi skrzydła, na ironię), spotkania ze starymi znajomymi, spontaniczna sesja zdjęciowa aspirującej modelki z mojego miasta – wykorzystałam te 4 dni wizyty w kraju do ostatniej minuty. Tym razem Marcin odprowadził mnie na samolot, chociaż ponownie nie był zadowolony z faktu, że wyjeżdżam. Próbował wymusić przyrzeczenie, że niebawem znów przylecę, ale wykręciłam się, zapraszając go do siebie. Gdy samolot kołował po lotnisku i zbliżał się do startu, walczyłam z cisnącymi się do oczy łzami. Chciałam zostać, ale nie miałam przyszłości w Polsce. Chciałam lecieć, ale było mi trudno znów zostawiać przyjaciela i odzyskaną relację z mamą. A na to wszystko, cholernie tęskniłam za Liamem… Gdy tylko z głośników popłynęła informacja, że można odpiąć pasy i włączyć telefony komórkowe, natychmiast zadzwoniłam do chłopaka.[1]
- Skarbie… - prawie zapłakałam do słuchawki, gdy tylko usłyszałam jego głos. W czasie mojego pobytu w domu nie rozmawialiśmy zbyt często; dopiero, gdy w telefonie zabrzmiał jego ciepły głos, zdałam sobie sprawę, jak bardzo uzależniłam się od jego obecności.
- Co się dzieje, kotku?! – zaniepokoił się Liam, słysząc mój ton.
- Niiiic. Tylko straaasznie za tobą tęęęsknię… - odpowiedziałam, przeciągając samogłoski.
- Oooj, Cat… Ja też za tobą tęsknię… Kiedy wracasz?
- Hmm… - spojrzałam na zegarek. – Za niecałe trzy godziny.
- Jak to?! – chłopak był jednocześnie zaskoczony i zadowolony. No tak, zapomniałam mu powiedzieć, że przesunęłam powrót na 28. grudnia, żeby szybciej się z nim zobaczyć.
- No tak to! – roześmiałam się. – Za dwie i pół godziny będę lądować na Stansted.
- Dwie i pół godziny… - chłopak zaczął się zastanawiać.
- Ale nie musisz po mnie przyjeżdżać! – uprzedziłam. Za późno – Liam już wykrzykiwał do ojca pytanie, czy może wziąć jego auto.
- Muszę! Postaram się zdążyć! – rzucił do słuchawki, a w jego głosie słyszałam uśmiech. – Nie mogę się doczekać, aż cię znów przytulę, kochanie…
- Aww, Liam… - motylki w moim brzuchu zaczęły uskuteczniać latanie synchroniczne. – To do zobaczenia! – rozłączyłam się i z uśmiechem na ustach obserwowałam chmury za oknem przez resztę lotu.
Nigdy tak szybko nie próbowałam przedostać się z samolotu do hali przylotów – gdyby nie fakt, że ludzie patrzyliby na mnie jak na idiotkę, a ja mogłabym w śliskich butach zaliczyć bliższe spotkanie z posadzką, prawdopodobnie zaczęłabym biec. Rozglądałam się nerwowo po sali, poszukując wzrokiem znajomej sylwetki, ale powoli opuszczał mnie entuzjazm – nigdzie nie widziałam  Liama. Już miałam dzwonić po taksówkę, gdy zobaczyłam jak chłopak wbiega przez automatyczne drzwi. Mimo rozchełstanego płaszcza, trampków nie pasujących do szarej koszuli i zmierzwionych włosów wyglądał cholernie seksownie. Zatrzymał się w przejściu, rozejrzał, a gdy jego oczy napotkały moje, rozłożył ramiona. Nie zastanawiałam się – rzuciłam się biegiem w jego stronę, upuściłam walizkę u naszych stóp i wpadłam z impetem w jego objęcia. Gdy zamknął mnie w uścisku i zaczął obracać dookoła, wiedziałam, że znajduję się we właściwym miejscu na świecie. Liam odstawił mnie na ziemię, ale nie puszczał, więc oplotłam ręce w jego talii i wtuliłam twarz w zagłębienie między szyją a ramieniem, wdychając znajomy zapach.
- Mmm, dobrze mieć cię znów w ramionach – wymruczał wprost do mojego ucha szatyn. Zachichotałam w odpowiedzi. Obecność Liama zawsze ograniczała moją zdolność wysławiania się…
- To co, jedziemy do domu? Chłopaków jeszcze nie ma, będą najwcześniej pojutrze – zapytał, jedną ręką podnosząc moją walizkę, a drugą chwytając mnie za dłoń.
- Nie, nie dzisiaj… Ale mógłbyś podwieźć mnie do mojego mieszkania? – poprosiłam.
- Jasne, jak sobie życzysz. Ale czemu nie chcesz jechać do mnie?
No przecież nie powiem mu, że mam okres, koszmarnie boli mnie brzuch, a spanie w jego łóżku jest w tej sytuacji wykluczone, nie? ­­– pomyślałam, gorączkowo szukając jakiejś wymówki.
- Emm… Nie czuję się najlepiej. Nie jestem fanką lotów – skłamałam, próbując przykryć fałsz bladym uśmiechem. Liam popatrzył na mnie badawczo, ale zgodnie z prośbą odwiózł mnie do mieszkania i pomógł wnieść walizkę. Zaraz po przyjściu do domu zamknęłam się w łazience, ale oczywiście przez swoją wrodzoną sklerozę zapomniałam zabrać najpotrzebniejszej rzeczy. Walcząc z zakłopotaniem i przeklinając w duchu głupotę, zawołałam przez drzwi Liama. Natychmiast znalazł się pod łazienką, pytając, co się dzieje.
- Nic. Znaczy… Zapomniałam o czymś. Mógłbyś mi podać kosmetyczkę z walizki? – wykrztusiłam.
- Jasne, sekunda – odpowiedział. Usłyszałam dźwięk rozsuwanego zamka, odgłosy przeszukiwania torby i mamrotanie Liama.
- Proszę – wsunął kosmetyczkę w minimalnie uchylone drzwi, a zaraz za nią paczkę tamponów. – A to było osobno, chyba wypadło.
- Dzięki – wydukałam, kątem oka widząc w lustrze, jak moja twarz przybiera kolor dojrzałego pomidora. Kilkanaście minut później, gdy doprowadziłam się do porządku i odzyskałam normalne kolory, weszłam do kuchni. Chłopak, jakby nigdy nic, siedział na krześle; gdy zauważył, że wchodzę, wyciągnął ręce i przyciągnął mnie do siebie. Usiadłam mu na kolanach i oparłam się o jego szeroką klatkę piersiową. Pocałował mnie we włosy i podał kubek gorącego kakao.
- Wypij, poczujesz się lepiej. Posiedzę z tobą chwilę i wrócę do siebie, dobrze?
- Dobrze – Po raz kolejny byłam wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze takiego wspaniałego, empatycznego chłopaka. – Liam?
- Tak?
- Dziękuję, że jesteś – wymruczałam, wtulona w niego. Odpowiedział kolejnym pocałunkiem złożonym na moim policzku i zacieśnieniem objęć.
- Zawsze będę.


[1] Wiem, w samolocie nie można rozmawiać przez telefon – potraktujmy to jako fikcję literacką. :D

Od Autorki:
W ramach prezentu mikołajkowego nowy rozdział, co Wy na to? (:
Mam nadzieję, że wszystkie dostałyście coś ładnego, słodkiego, etc. i spędziłyście miły dzień. Mi udało się zrealizować część listy życzeń, zdałam egzamin z prawa administracyjnego, a na zakończenie skompletowałam prezenty dla moich bliskich - pierwszy raz w życiu udało mi się przygotować wszystkie gifty na dwa tygodnie przed Świętami :)

15 komentarzy:

  1. hejo rozdział super ale jestem ciiekawa co się teraz wydaży cz będzie jakiś dramat ? no i ocywiście gratulacje co do egzaminu i wesołych świąt

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww, Liam, już to mówiłam tysiąc razy, ale on jest przekochany!

    I gratulacje! Ale podziel się, co tam nakupowałaś, może wpadnie mi do głowy jakiś pomysł, bo kompletnie nie wiem, czego szukać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki miś. ♥
      Kuzynom kupiłam książki, przyjaciółce perfumy i biżuterię, a mamie różne rodzaje smakowej kawy :)

      Usuń
  3. aww przeuroczy rozdział ♥
    gratulacje z powodu zdanego egzaminu :) xx

    OdpowiedzUsuń
  4. awwwwwww Liaś!!!!!!!super rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. myślę, że to już uzależnienie, skoro sprawdzam Twojego bloga 31684698456165 razy dziennie *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany. Jaki słodziaśny rozdział. ^^ :D

    OdpowiedzUsuń
  7. A my mialysmy w szkole mikolajki i nie dostalam przezentu bo marcelina nie przyszla.

    OdpowiedzUsuń
  8. ajć... świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham was wszystkich wszyscy dzis robia mikolajkowewpisy awww

    OdpowiedzUsuń
  10. awwwwwwwwwwwww ale to jest cudne! uwielbiam! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Awwwwwwwww.
    Liam taaki abafaysbsbsog!
    CUDOWNY rozdzial.
    @Naataalina

    OdpowiedzUsuń
  12. Zostałaś nominowana do Liebester Award :) Więcej info na: http://dziewczyna-z-venus.blogspot.co.uk/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń