Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 39.



Nie wiedziałam, co ma na myśli Horan mówiąc, że będzie „wieczorem”. Zbliżała się 21.00, a on nie dawał znaku życia. Nie, żebym się tym szczególnie przejmowała i miała ochotę na pogadankę – jego nieobecność była mi w zasadzie na rękę. Po powrocie z pracy pokręciłam się trochę po mieszkaniu, usiłując zająć myśli czymś, co nie miałoby związku z moim chłopakiem, One Direction i całym tym zamieszaniem w moim życiu.
W końcu znalazłam się jak co wieczór w kuchni. Zaparzyłam herbatę w ulubionym, nieco wyszczerbionym kubku i usiadłam na blacie, uprzednio zgasiwszy światło. Lubiłam siedzieć przy otwartym oknie i po prostu gapić się w niebo. Straciłam poczucie czasu, herbata wystygła, a na ulicy zapalono pierwsze latarnie. Nagle usłyszałam przesuwanie drzwi wejściowych. Obróciłam się lekko, by zobaczyć rozczochrane blond włosy wystające spod kaptura kurtki.
- Czy ty się kiedyś nauczysz zamykać drzwi? – zapytał Horan, ściągając buty. Nie odpowiedziałam. Nigdy nie zamykałam drzwi, jeśli byłam w domu, no, chyba, że szłam spać. Przyzwyczajenie to podobno druga natura, czyż nie?
- Czemu się tak przyglądasz? – zadał kolejne pytanie, tym razem ciszej i spokojniej, jednocześnie oplatając mnie od tyłu ramionami i opierając brodę na moim ramieniu.
- Ach, niczemu. Tak sobie siedzę – westchnęłam, wdychając zapach jego perfum.
- Wszystko w porządku, mała? Nie było cię rano, Liam zachowywał się, jakby był z krzyża zdjęty… - Niall delikatnie odgarnął mi włosy z twarzy.
- Czy ja wiem, czy w porządku… Nie, chyba nie – potrząsnęłam głową, pozwalając, by przydługa grzywka opadła mi na oczy.
- Chcesz o tym pogadać? – zapytał łagodnie chłopak.
- Mhm… Ale na trzeźwo chyba nie dam rady…
- W sumie nie powinnaś pić… Ale pomyślałem o tym, daj otwieracz – mrugnął do mnie Horan, wyciągając z plecaka dwa czteropaki jakiegoś piwa, zapewne rodem z Irlandii. 
Dwie godziny później byłam już solidnie wstawiona – jednak rok przerwy w ciągłych imprezach zrobił swoje, miałam słabszą głowę niż zazwyczaj. Niall też nie wylewał za kołnierz, chociaż przyjechał samochodem. Póki byłam w stanie, wymusiłam na nim obietnicę, że zostanie do rana i nie będzie prowadził po alkoholu, dlatego nasza dwuosobowa impreza szybko przeniosła się z kuchni do mojej sypialni. Ubrania też dość szybko zaczęły migrować – dziwnym trafem jego ciepła, fioletowa bluza szybko znalazła drogę na moje ramiona, a Niall został w koszulce na ramiączkach. Opowiedziałam mu pobieżnie, co wydarzyło się ubiegłego wieczoru w ich domu, pomijając rzecz jasna dokładną przyczynę niepowodzenia. Nie wyglądał na bardzo zmartwionego tym faktem, ale przytulił mnie i powiedział, że na pewno następnym razem wszystko pójdzie lepiej, że nie powinnam się tym przejmować na zapas. Procenty rozwiązały mi język – od słowa do słowa dotarłam do najciemniejszych zakątków mojej przeszłości. Słowa płynęły same, nie miałam kontroli nad opowiadaną historią – po prostu mówiłam, wyrzucałam z siebie potok słów, razem ze wszystkimi negatywnymi emocjami, które od lat gromadziłam gdzieś w środku, które nie pozwalały mi spokojnie spać, przez które nieraz budziłam się z krzykiem czy płaczem. Opowiadałam to samo po raz kolejny, wcześniej moją historię poznał Liam – może dlatego było mi łatwiej. Pod koniec złapałam się na tym, że dyszę, jakbym miała dostać ataku histerii. Próbowałam opanować  oddech, nie chciałam znów zemdleć. Niall zauważył nadchodzącą panikę i szybko przyciągnął mnie do siebie, ułożył moją głowę na swoim torsie i zaczął uspokajająco głaskać mnie po włosach. Leżałam tak dłuższą chwilę, aż atak minął, udało mi się zrelaksować i nieco odpłynąć w ramionach przystojnego Irlandczyka. Niall jednak wcale nie był skory do wypuszczania mnie z objęć – przeciwnie, nadal leniwie gładził mnie po głowie, niby przypadkowo zsuwając dłoń na policzek, zaczął też nucić jakąś melodię. Miałam szczęście do tych muzyków, zawsze coś przy mnie nucili albo podśpiewywali.
- Możesz głośniej? – zagadnęłam cicho, nie chcąc, by przerywał. Speszył się i na chwilę przestał, ale gdy lekko podniosłam głowę, by spojrzeć mu w twarz, wywrócił oczami.
- Dobrze, dobrze, leż spokojnie… - mruknął pod nosem i zaczął śpiewać troszkę głośniej. Nie znałam tej piosenki, na pewno nie była z repertuaru zespołu. Gdzieś z tyłu głowy kołatało mi się pytanie, czy jej wybór był przypadkowy, czy też miała mieć jakieś przesłanie, ale nie chciałam o tym myśleć w tamtej chwili – byłam zbyt pijana, zbyt zauroczona chwilą, by przejmować się, czy słowa „Ostatnio myślałem o tym, co mieliśmy. Wiem, że to było trudne, to wszystko co wiedzieliśmy. Czy upijałaś się, by zapomnieć o bólu? Chciałbym dać Ci wszystko, na co zasługiwałaś,  bo nigdy nic Cię nie zastąpi. Nic nie sprawi, że będę czuł się tak jak przy Tobie (…)” miały jakiś głębszy sens.

***

- Jasna cholera… - wyjęczałam, przewracając się w łóżku. Obudziło mnie stukanie naczyń w kuchni, a po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie, że pęka mi głowa. Nie był to najlepszy pomysł na rozpoczęcie dnia… Przeczesałam rozczochrane włosy, poprawiłam wczorajszą koszulkę i dresowe spodnie, w których zasnęłam, zarzuciłam na ramiona bluzę Horana i niechętnie poczłapałam w stronę kuchni, z której dobiegały dźwięki krzątaniny i przyjemny zapach.
- Dzień doooobry! – przywitałam się z Niallem, przeciągając się leniwie. – Mmm, znajdzie się kawa dla mnie? Głowa mi pęka!
- Dobry! Co to, kac cię męczy? – zaśmiał się blondyn, podając mi kubek z parującym napojem.
- Nie śmiej się ze mnie! Spiłeś mnie, a teraz jeszcze ze mnie kpisz, no co za! – trzepnęłam go żartobliwie po ramieniu.
- Ale za to zrobiłem ci śniadanie, nie narzekaj – pokazał mi język i wskazał, bym usiadła przy stole. Po chwili postawił przede mną wielki talerz z górą jedzenia – począwszy od tostów, przez jajko sadzone, jakieś przysmażone kiełbaski, skończywszy na jakiejś papce, którą, jak się domyślałam, była fasolka – ot, klasyczne angielskie śniadanie. Przed sobą postawił drugą porcję i zaczął radośnie pałaszować. Ja nie miałam aż takiego apetytu, poza tym, nie byłam fanką takich śniadań, wolałam płatki z mlekiem, tosty z serem żółtym albo naleśniki.
- No hej, czemu nie jesz? – wybełkotał z pełnymi ustami Horan. – Wystygnie ci i będzie niedobre!
- Nie jestem aż tak głodna, jak ty – uśmiechnęłam się, ale sięgnęłam po tost, by nie robić mu przykrości. – Co dzisiaj robisz?
- Nic. Znaczy nie, robię to, co ty. Nie jestem dzisiaj potrzebny chłopakom, więc pomyślałem, że jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, wybiorę się z tobą do pracy – zawsze chciałem zobaczyć, jak to wygląda od kulis, zwłaszcza, jeśli to nie mnie robią zdjęcia!
- Niall, ale nie wiem… Poczekaj chwilę! – wstałam od stołu i pobiegłam do pokoju po telefon.  W drodze do kuchni wybrałam numer Mii.
- Cześć, tu Cat. Mia, powiedz mi, jest dziś Gary albo Max w agencji?
- Hej. Nie, nie ma ich do końca przyszłego tygodnia, polecieli do Chicago na jakąś konferencję czy coś. A czemu pytasz?
- Aha. To dobrze, bardzo dobrze. Pytam, bo chciałam dzisiaj przyprowadzić gościa, a wiesz, jak oni reagują na obcych w agencji. No dobra, to będziemy za jakieś dwie godziny, pierwszą modelkę mam na 13.00? – upewniłam się.
- Tak, masz dzisiaj trzy testówki, 13:00, 14:00 i 16:00. Przychodzisz z Liamem? – Mia podała mi plan dnia i nie omieszkała dopytać o gościa.
- Nie, tym razem nie z Liamem. Dzięki, do zobaczenia! – pożegnałam się i rozłączyłam, zwracając do Nialla, który zdążył już zmieść zawartość swojego talerza i tęsknie spoglądał na mój. - Masz, częstuj się, łasuchu. Załatwione, możesz iść ze mną. Mamy dwie godziny z kawałkiem na dotarcie do agencji.
- Okej, damy radę. Dzięki, że to załatwiłaś. No i dzięki za twoje śniadanie… - Niall uśmiechnął się szeroko, zgarniając na swój talerz moją porcję. 

***

- Wiesz, że powinnaś w końcu odebrać? – zapytał Niall, gdy w studio po raz kolejny rozdzwonił się mój telefon. Miałam przerwę między sesjami, więc wykorzystywaliśmy wolny czas wygłupiając się, robiąc głupie zdjęcia i gadając o bzdurach. Co jakiś czas przerywał nam dzwonek mojej komórki, namolnie informując, że usiłuje się ze mną skontaktować Liam. Z Niallem bawiłam się jednak tak dobrze, że wcale nie chciałam wracać na ziemię, do rzeczywistości, w której czekała mnie rozmowa z moim chłopakiem. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się jej uniknąć.
- Wiem. Dobra, jak następnym razem zadzwoni… - mruknęłam, montując aparat na statywie. Długo nie musiałam czekać – prawie natychmiast telefon zaczął wygrywać swoją melodyjkę. Rzuciłam okiem na przyjaciela – stał przy oknie z miną mówiącą „następny raz nadszedł, odbierz ten cholerny telefon!”. Wzięłam głęboki wdech i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? – rzuciłam lekko, jakbym nie wiedziała, kto dzwoni.
- No wreszcie! Cześć, skarbie. Co się z tobą dzieje? – Liam był zaniepokojony i jednocześnie jakby z ulgą przyjął, że w końcu odebrałam.
- A co ma się dziać, kochanie, jestem w pracy – uśmiechnęłam się lekko. Jego troska była taka urocza.
- Wczoraj wyszłaś, nawet nie wiem kiedy, dzisiaj od rana nie odbierasz – martwiłem się!
- Oj, przecież nic mi nie jest. Musiałam wyjść, bo… Yyy… - zawahałam się, rozpaczliwie myśląc nad dobrą wymówką. – Dzwonili do mnie z pracy, mieli jakieś ważne zebranie, którego nie mogłam odpuścić.
- I to był powód, żeby wyciągać cię z domu nad ranem? Ech, masz beznadziejnych szefów – Liam jęknął, ale przyjął moje kłamstwo bez zastanowienia. Dobrze, że ten etap naszej rozmowy miałam już za sobą, na żywo okłamanie go nie przyszłoby mi tak łatwo.
- Czasem są okropni, wiem. Co dziś robisz? – szybko zmieniłam temat.
- Hmm, mam wolne, więc może pójdziemy gdzieś wieczorem? W Marquee Club gra koncert mój znajomy, co ty na to? – zaproponował Liam.
- Brzmi dobrze. Wpadniesz po mnie wieczorem? – zapytałam z nadzieją, że nie będę musiała się tłuc metrem.
- Oczywiście. Będę koło 19:30, pasuje?
- Okej. – przytaknęłam i w słuchawce zapadła lekko niezręczna cisza. Byłam pewna, że Liam się nie rozłączył, bo słyszałam jego oddech, ale nic nie mówił. W końcu, gdy już miałam zakończyć rozmowę, znów zabrał głos.
- Cattie? – zapytał, jakby upewniał się, czy nie odłożyłam słuchawki.
- Tak?
- Kocham cię. I przepraszam za wszystko – powiedział bardzo poważnie, a mnie na dźwięk tych słów znów zaczęło dławić w gardle.
- Daj spokój, Liam… Przepraszam, muszę kończyć! Do zobaczenia wieczorem, pa! – szybko pożegnałam się, zanim chłopak zdążył powiedzieć coś jeszcze. Zorientowałam się, że przez połowę rozmowy wstrzymywałam oddech, więc teraz wypuściłam powietrze ze świstem i obróciłam się z powrotem w stronę Nialla.
- „Miałam ważne zebranie”, „muszę kończyć”… - zacytował mnie z kpiną na ustach. – Cat…
- Och, zamknij się, Horan. 

Od Autorki:
Miało nie być rozdziału, ale oderwałam się na chwilę od prawa cywilnego i oto jestem. Znaczy rozdział jest.
Piosenka, którą nucił Niall, to jedyna piosenka niejakiego Justina B., którą znoszę - Nothing Like Us, potraktujcie ją jako soundtrack do tamtej części rozdziału : )
Siedem do końca.

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 38.



Myśli krążyły w mojej głowie w zawrotnym tempie, powodując, że chciałam krzyczeć z bezsilności. Nienawidziłam tego uczucia, że tracę kontrolę nad własnym życiem, a wydarzenia ostatnich dni właśnie to poczucie we mnie budziły. Leżałam, gapiąc się tępo w sufit, wsłuchana w spokojny oddech chłopaka śpiącego obok. Jego ramię ciasno oplatało moją talię, przyciskając do nas kołdrę, w pokoju było gorąco jak w piekle, moja grzywka przykleiła się do czoła i jedyne, o czym marzyłam, to by wyślizgnąć się z objęć chłopaka i otworzyć okno. Nie było opcji, żebym zasnęła – gdy na kilka minut udawało mi się zamknąć oczy, w głowie odtwarzałam obraz zawiedzionego Liama, twarz Nialla… W końcu cyfrowy wyświetlacz budzika pokazał godzinę 4.00. Miałam dość. Korzystając z tego, że Liam lekko przekręcił się na łóżku, uwalniając moją talię, ześlizgnęłam się z łóżka i podeszłam do okna. Niewiele myśląc, zgarnęłam z podłogi ubrania i torebkę i na palcach wyszłam do łazienki. Ubrałam się, przeczesałam włosy i ochlapałam twarz zimną wodą, po czym, wciąż boso, zeszłam do holu. Wsunęłam buty, opatuliłam się kurtką i wyszłam, oddychając głęboko zimnym powietrzem. Tlen smakował wspaniale. Tak, można powiedzieć, że znów uciekłam. 

Wróciłam do mieszkania, zasunęłam za sobą drzwi i nie zważając na wczesną porę i fakt, że mogę obudzić całą kamienicę, włączyłam świąteczny prezent od Marcina – składankę z naszymi ulubionymi, rockowymi piosenkami. Musiałam czymś zająć myśli, a podśpiewywanie tekstów znanych numerów okazało się niezawodną metodą. Rzuciłam kurtkę na wieszak, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w arcywygodny, domowy dres i wróciłam do kuchni. Zaparzyłam kawę i z kubkiem napoju usiadłam na blacie. Zapach obudził mnie i nieco poprawił mi nastrój. Odczekałam do 6.30, po czym wystukałam smsa do Marcina, że muszę z nim pogadać. Po kilkunastu minutach zjawił się na Skype, przecierając oczy. Wysłuchał moich żali, ale wyjątkowo nie usłyszałam żadnej rady. Powiedział tylko tajemniczo, że sama najlepiej będę wiedziała, co robić. Sarkastycznie podziękowałam przyjacielowi za pomoc, ale w gruncie rzeczy musiałam przyznać mu rację – nie mógł podjąć żadnej decyzji za mnie. Dopiłam kawę, wstawiłam kubek do zlewu i przygotowałam tosty. Czekając, aż ser się rozpuści, wróciłam do sypialni i wyciągnęłam z szafy ulubione, czarne rurki, koszulę khaki ze złotymi ćwiekami i parę militarnych butów. Zrobiłam lekki makijaż, związałam włosy w wysoki kucyk i wyprostowałam grzywkę, notując jednocześnie w pamięci, że muszę umówić się na wizytę u fryzjera. W pośpiechu zjadłam nieco zwęglone tosty, przepakowałam torebkę i wyszłam, kierując się w stronę swojej agencji.

***

- Dobra, jestem w stanie zrozumieć, że to ważne, ale do cholery, jak mam to zrobić sama? Wiesz dobrze, że nie zrobię czterech sesji testowych i tej rozkładówki jednego dnia! – Lux była ewidentnie zirytowana – jej podniesiony głos słychać było już na korytarzu. Uśmiechnęłam się pod nosem i popchnęłam drzwi do sali konferencyjnej, w której trwało cotygodniowe zebranie pracowników agencji.
- Może potrzebna ci drobna pomoc? – zapytałam, widząc, jak przyjaciółka podskakuje w miejscu, zaskoczona moim nagłym wejściem.
- Cat! Co ty tutaj robisz?! – Lux podbiegła i uściskała mnie serdecznie.
- Jak to co? Wracam do pracy! – odwzajemniłam uśmiech i zwróciłam się do naszego szefa, Gary’ego. – Przepraszam za spóźnienie.
- Daj spokój, jakie spóźnienie! Przecież masz jeszcze dzień urlopu! – zaoponował Gary.
- Wiem, ale nie mam już siły siedzieć w domu, brakuje mi pracy i Was – uśmiechnęłam się szeroko, ściskając wyciągnięte dłonie szefa i Maxa, dyrektora artystycznego. – To co, znajdzie się dla mnie jakieś zajęcie?
- Pewnie, nie wiemy, w co ręce włożyć. Chodź, opowiem ci wszystko po drodze – pociągnęła mnie za rękę Lux, kierując się w stronę studia. – Cieszę się, że jesteś. I mam nadzieję, że już wszystko w porządku?
- Tak, jest okej. Ale mam ci dużo do opowiedzenia!
Rzuciłam się w wir pracy – okazało się, że agencja podczas mojej nieobecności werbowała kandydatki na modelki. Dziewczyny przeszły już pierwszą selekcję, a kolejnym etapem castingu była próbna sesja. Lux miała na głowie przygotowanie rozkładówki dla jakiegoś magazynu modowego, więc z radością przejęłam początkujące modelki. Na wtorek zapisane były 4 dziewczyny, kolejne 3 na środę, i tak do piątku. Na szczęście takie zdjęcia nie wymagały ode mnie wcześniejszego przygotowania – mogłabym je nawet robić obudzona nad ranem, więc nieprzespana noc i wydarzenia wcześniejszych dni nie miały wpływu na moją pracę. Po dwóch sesjach udało mi się wyrwać na lunch, zdecydowałyśmy się z Lux na szybką sałatkę w knajpce po drugiej stronie ulicy. Mimo godzin szczytu bar nie był przepełniony, więc spokojnie mogłyśmy usiąść w kącie i pogadać. W zasadzie, to ja mówiłam, a Lux naprzemiennie otwierała oczy w zdziwieniu, kręciła głową albo wzdychała, słuchając relacji ze zdemaskowania Eleanor (tę historię powtarzałam jej już któryś raz, ale zażyczyła sobie powtórki), czasu spędzonego z chłopakami, opowiedziałam jej też o dziwnym zachowaniu Nialla i Walentynkach, oszczędzając jednak szczegółów. Przyjaciółka bez tego prawie udławiła się swoją sałatką z kurczakiem w miodzie.
- Cattie… Jakie moje życie jest nudne w porównaniu z twoim! – westchnęła rozdzierająco Lux, gdy skończyłam opowiadać.
- Czekaj, chętnie się zamienię, przydałoby mi się trochę spokoju! – zakpiłam, wiedząc, jak dobrze Lux układa się z Michaelem.
- Nudy, chciałaś powiedzieć! No dobra, ale co z tym Niallem? I co zamierzasz z Liamem? To już koniec?
- Z Niallem… Nie wiem. Może mi się tylko wydawało, w sumie nic więcej się nie zdarzyło, może faktycznie przejął się tą sytuacją i nie wiedział co zrobić. A z Liamem… Cholera, nie wiem, naprawdę nie wiem. Naprawdę mi na nim zależy, wiem, że jemu na mnie też. Czas pokaże – wzruszyłam ramionami, zgarniając na widelec resztę sałatki nicejskiej z łososiem.
- Szkoda byłoby, gdybyście się rozstali, tak do siebie pasujecie… Wiesz, taka para z okładki! – zaśmiała się Lux.
- No, i to w zasadzie nie jednej… Czekaj, ktoś dzwoni! – przerwałam, wyciągając wibrujący telefon z kieszeni. – Tak?
- Cześć, mała, gdzie jesteś i czemu nie tutaj? – w słuchawce zabrzmiał charakterystyczny akcent mojego ulubionego Irlandczyka.
- Cześć, Nialler. Powiedzmy, że nie wszystko wyszło. Jestem w pracy.
- Jak to?! Co nie wyszło? I w jakiej pracy, przecież masz jeszcze zwolnienie! – Niall podniósł głos.
- Normalnie. Nie mogłabym usiedzieć w domu, więc olałam zwolnienie – westchnęłam i przewróciłam oczami. Lux zachichotała, widząc moją minę.
- Jesteś cholernie nieodpowiedzialna – rzucił Horan.
- Ty nie lepszy. Masz dla mnie jeszcze jakieś mądrości życiowe?
- Nie. Ale nie zniosę twojego sarkazmu, musimy poważnie pogadać. Przyjadę po ciebie wieczorem, nie chcę słyszeć sprzeciwu – przyjaciel postawił sprawę jasno.
- Niall, wybacz, ale nie mam ochoty nigdzie iść… - próbowałam odmówić, ale nie chciał ustąpić.
- Dobrze, to posiedzimy u ciebie, koniec dyskusji. Będę wieczorem, pamiętaj. Cześć!
- Cześć… - wymamrotałam, gdy w słuchawce piszczał już sygnał zakończonej rozmowy. – No i widzisz, Lux, co ja z nimi mam?!

Od Autorki: 
Czytałam komentarze pod ostatnią notką i widziałam, że wiele z Was obwinia Cat za to, co się stało. A raczej co się nie stało. Rozumiem Wasz punkt widzenia, ale pomyślcie też o tym, że nie chciała robić czegoś, na co nie była z jakichś względów gotowa. To dla niej ważne, by być szczerą z innymi i ze sobą, a skoro była/jest skołowana, nie była stuprocentowo pewna tego, co miało się stać, nie chciała w ten sposób krzywdzić Liama.
Wiele z Was również nie chce w przyszłości potencjalnego związku Cat i Nialla, bo to zrani Liama. Pamiętajcie jednak, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje - może on też ma swoje za uszami? ;)

Osiem do końca.

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 37.



 +18.

Następne dni mijały spokojnie i niestety błyskawicznie. Chłopcy dużo czasu spędzali w domu, korzystając z przerwy w koncertach, więc organizowaliśmy sobie maratony filmowe, gier planszowych i komputerowych, czasem zabieraliśmy też Perrie, Josha i Kate i jeździliśmy na lodowisko. Nieubłaganie zbliżał się jeden z bardziej znienawidzonych przeze mnie dni w roku – Walentynki. Uprzedziłam o tym Liama i wspólnie ustaliliśmy, że nie będziemy sobie dawać żadnych prezentów, urządzać nic specjalnego – po prostu spędzimy ten wieczór razem, bez chłopaków. Ustaliliśmy… Dużo powiedziane. Raczej to ja zarządziłam, że nie chcę, żeby Liam szykował coś szczególnego. Był lekko zawiedziony, ale obiecał, że nie dostanę żadnego prezentu, skoro nie chcę. 

W końcu doczekałam się tego dnia, oznaczonego przez Liama w kalendarzu serduszkiem. Od rana biegałam jak w obłędzie – musiałam wszystko zorganizować tak, by chłopak niczego się nie domyślił. Prezent dla niego już dawno leżał w szufladzie mojej szafki nocnej w mieszkaniu – specjalnie urządziłam całą tą szopkę z zakazem kupowania prezentów – on i tak wykosztował się już dla mnie, nadszedł czas, bym się jakoś odwdzięczyła. Korzystając z drobnej pomocy Harry’ego i Louisa zdobyłam dla Liama kolekcjonerską płytę The Script z autografami, a od siebie dołożyłam cholernie drogą wodę po goleniu i prezent bardziej fizyczny – zdecydowałam, że to będzie TA noc. Zgodnie z obietnicą, wtajemniczyłam Nialla w mój plan – nie wyglądał na zachwyconego, ale powiedział, że jeśli jestem pewna, to on pomoże mi się pozbyć reszty chłopaków z domu na noc.
Cały dzień spędziłam poza domem – koło południa, pod pretekstem sprawdzenia, czy wszystko w mieszkaniu jest jak należy, pojechałam do kosmetyczki, potem zaliczyłam jeszcze szybkie zakupy, obiad i pojechałam do swojego mieszkania przebrać się i przygotować. Tym razem wybrałam coś bardziej w moim stylu – w czerwonym komplecie, wybranym przez Harry’ego czułam się nieswojo, dlatego tym razem zdecydowałam się na niewinną, białą koronkę z różowymi wstawkami. Do tego założyłam zwykłe, szare dżinsy, biały top i łososiową narzutkę z długim rękawem. Jedyną biżuterią był złoty łańcuszek z gwiazdką od Liama.

Gdy w końcu dotarłam z powrotem do willi, trzęsąc się w środku jak galaretka, Liam czekał na mnie w kuchni. Przywitał mnie jak zwykle, długim, słodkim pocałunkiem i poprosił, bym zamknęła oczy. Pełna napięcia zrobiłam to, o co poprosił. Poczułam, jak unosi mnie z ziemi i wnosi po schodach. Domyśliłam się, że naszym celem jest sypialnia. Postawił mnie delikatnie na ziemi i objął jedną ręką w talii, a drugą otworzył drzwi. Uśmiechnęłam się, widząc, czym zajmował się w ciągu dnia mój chłopak – cały pokój wysypany był płatkami róż, oświetlony ciepłym blaskiem dziesiątek świec, a na stoliku przy łóżku stała butelka szampana, kieliszki, miseczki z kawałkami truskawek i płynną czekoladą, a tuż obok nich pudełka z moimi ukochanymi bajkami Disneya na DVD.
- Kocham cię, moja mała Walentynko – wyszeptał mi wprost do ucha Liam, po czym zaczął delikatnie całować mnie po szyi. Obróciłam się i splotłam dłonie na jego karku, przyciągając go bliżej. Zrezygnował z lekkich muśnięć na rzecz zachłannych, namiętnych pocałunków, które z pasją odwzajemniałam. W końcu musieliśmy oderwać się od siebie, ale nie na długo – Liam pomógł wdrapać mi się na łóżko, włączył pierwszy z przygotowanych filmów, napełnił kieliszki szampanem i podał mi jeden, po czym ułożył się obok. Pozorowaliśmy oglądanie bajki, ale bardziej zajęci byliśmy sobą – okazało się na przykład, że czekolada dużo lepiej smakuje na ustach Liama, niż na truskawkach, chociaż truskawkowe buziaki też były niczego sobie.
- Masz ochotę na drugi film? – zamruczał mi we włosy chłopak, gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
- Poczekaj, najpierw mam inną propozycję – zachichotałam, podnosząc się z łóżka. Z torby, rzuconej przy drzwiach, wyjęłam papierową torebkę w serduszka i obróciłam się do Liama, wyciągając prezent w jego stronę. – Wszystkiego najlepszego, kochanie!
- No nie. Miało nie być prezentów! – zaprotestował Liam, ale uśmiechnął się szeroko. Usiadłam mu na kolanach, obserwując, jak rozpakowuje kolejne części niespodzianki. Widziałam, że woda, którą wybrałam, przypadła mu do gustu, ale prawdziwą radość wywołała podpisana płyta. Chłopak w pierwszej chwili zaniemówił, a po chwili obsypał mnie pocałunkami. Przekręcił mnie tak, że już prawie leżałam pod nim na łóżku, ale odepchnęłam go lekko i przerwałam pocałunek.
- To jeszcze nie wszystko… - uśmiechnęłam się, czując, jak serce podchodzi mi do gardła. Liam sięgnął ponownie do torebki, a na jego twarzy wymalowało się czyste zdumienie. Wyciągnął srebrną folię i trzymając ją dwoma palcami spojrzał na mnie.
- Proszę, proszę… - przygryzł wargę, a jego oczy pociemniały.
- Pomyślałam, że może się przydać… - powiedziałam cicho, zawstydzona. 

Liam ułożył mnie delikatnie na łóżku i ponownie pochylił się nade mną. Jego oddech pachniał truskawkami i czekoladą, gdy składał kolejne pocałunki na moim czole, policzkach, ustach. Podpierał się na rękach po obu stronach mojej głowy, a ja przez wpół przymknięte powieki obserwowałam, jak mięśnie jego ramion napinają się, gdy całował mnie po szyi, znaczył ustami ścieżkę obojczyków, kończąc ją w miejscu, gdzie spoczywała złota gwiazdka. Chłopak pomógł mi się podnieść i w milczeniu wodził palcem wskazującym po miejscach, które wcześniej całował, jakby chciał mnie zapamiętać dotykiem. Sięgnął do brzegu mojego topu, ale nim wykonał kolejny ruch, spojrzał mi badawczo w oczy, czekając na przyzwolenie. Uśmiechnęłam się z aprobatą, a Liam przeciągnął materiał przez moje ciało, na chwilę odcinając mi widok. Gdy znów zobaczyłam jego oczy, były pełne zachwytu, pasji, pożądania. Zarumieniłam się, czując jego wzrok na swoim niemal nagim ciele. Położył jedną dłoń na moim biodrze, a drugą podniósł moją brodę i złączył nasze usta w kolejnym pocałunku. Tym razem ja byłam tą, która go przerwała – sięgnęłam do lamówki jego koszulki, by wyrównać bilans zrzuconych ubrań. Po chwili znów wylądowałam na plecach między płatkami róż, a Liam kontynuował obsypywanie pocałunkami każdego centymetra mojej nagiej skóry. Jedną rękę wsunął pod moje plecy i sprawnie rozpiął mi stanik, odrzucając go po chwili na bok. Gdy jego usta dotarły do miejsca na żebrach, w którym miałam wytatuowane pióro, uniósł lekko głowę, by spojrzeć mi w oczy.
- Czemu nic nie powiedziałaś? – wymruczał.
- Pomysł urodzinowy Harry’ego… Podoba ci się? – zapytałam drżącym od emocji głosem.
Nie odpowiedział, ale po jego pomrukach wnioskowałam, że chyba tak. W końcu oderwał usta od mojego tatuażu, ale tylko po to, by ponownie spotkać się z moimi. Jego duża dłoń ujęła jedną z moich piersi i delikatnie ścisnęła, podczas gdy czekoladowe oczy kontrolowały moją reakcję. Wstrzymałam oddech, gdy zaczął drażnić palcami sutek, a po chwili wypuściłam powietrze z cichym jękiem. Liam uśmiechnął się z satysfakcją i kontynuował pieszczoty, angażując też usta i język. Robił to z wprawą a jednocześnie bardzo delikatnie, wciąż mając w pamięci mój brak doświadczenia. Jego palce odnalazły zamek moich dżinsów – gdy nie zaprotestowałam, rozpiął go i zaczął zsuwać mi spodnie. Uniosłam lekko biodra, by mu to umożliwić. Nieśmiało wyciągnęłam dłonie w stronę jego ciała, wodząc palcami po wyrzeźbionym brzuchu. Chłopak czekał cierpliwie, aż przyzwyczaję się do jego ciała i będę gotowa kontynuować. Lekko rozchylił usta, a pod palcami czułam, jak jego serce bije w zwariowanym tempie. Wciąż cały ciężar ciała utrzymywał na rękach, więc mięśnie ramion miał napięte niemal do granic możliwości. Moje dłonie, tak małe w stosunku do jego ciała, zabłądziły w okolice linii V, formującej się w okolicy jego bioder. Zastygłam, gdy zahaczyłam paznokciem o gumkę bokserek, wystającą znad spodni. Miałam cofnąć rękę, ale Liam zaśmiał się gardłowo i przytrzymał ją przy swoim ciele. Rozumiał moje zakłopotanie, więc żeby ułatwić mi sprawę, uniósł się z łóżka i sam rozpiął swoje dżinsy, odkopując je gdzieś na bok. Ponownie znalazł się nade mną i zaczął zostawiać wilgotne pocałunki na moim rozpalonym ciele, tym razem wędrując od mostka w dół brzucha. Zadrżałam, gdy pełnymi wargami wydmuchał powietrze, kierując je tuż nad lamówkę majtek. Widziałam w jego oczach, że nie chciał już dłużej czekać. Przygryzłam dolną wargę, gdy zaczepił palcami o brzegi mojej bielizny i jednym ruchem ściągnął ją do kostek. Starał się być ostrożny, ale instynkt pomału zaczął brać górę – zdecydowanie rozsunął moje uda, nim sięgnął do swoich bokserek. Po sekundzie i ten element garderoby dołączył do pozostałych na podłodze. Rzut oka na Liama wystarczył, by utwierdzić mnie w przekonaniu, że jest bardziej, niż gotowy. Poczułam jak oblewa mnie fala gorąca i zaczęłam nerwowo chichotać. Myślałam, że w jego oczach wychodzę na idiotkę – nie wiedziałam, co z sobą zrobić, stres powodował u mnie histeryczny śmiech, zamiast podjąć jakiekolwiek działanie, leżałam speszona pod chłopakiem moich marzeń. Liam pocałował mnie uspokajająco w czoło.
- Skarbie, wyglądasz słodko, gdy się rumienisz, ale proszę, nie wstydź się – okrężnymi ruchami masował zewnętrzną stronę moich ud. – Zrelaksuj się. Chodzi tylko o ciebie, pamiętaj.
Przez kilka chwil głaskał mnie po ciele, by odpędzić zdenerwowanie, a gdy zauważył, że się uspokoiłam, na tyle, na ile było to możliwe, sięgnął po prezerwatywę zostawioną na szafce. Jednym ruchem rozerwał folię i wyciągnął jej zawartość w moją stronę. Zrozumiałam, że chce, bym mu pomogła. Nieporadnie chwyciłam półprzezroczyste zabezpieczenie, a Liam ujął moje dłonie i pomógł mi odpowiednio je założyć. Na jego twarzy wymalowała się przyjemność wywołana moim dotykiem. Puścił moje ręce, ale nie przerwałam przesuwania ręką po jego długości. Z jego gardła wydobył się gardłowy pomruk. Po kilku sekundach jednak zrobił coś, co mnie zaskoczyło – złapał mnie za nadgarstek i delikatnie przesunął moją rękę na swój kark.
- Cattie… Dzisiaj chodzi tylko o ciebie... – powtórzył szeptem, całując mnie po raz ostatni w usta. Rozsunął lekko moje nogi i zajął pozycję między nimi. Potarł końcówką penisa moje wejście, upewniając się, że jestem wystarczająco wilgotna i jego ruch nie sprawi mi niepotrzebnego bólu. Ostatni raz spojrzał mi w oczy.
- Kocham cię. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo. – powiedział poważnie. – Jesteś pewna? Gotowa?
Już miałam przytaknąć, ale słowa utknęły mi w gardle. Nagle, znikąd, w głowie pojawił mi się obraz Nialla. Jego złość, gdy myślał, że uprawiałam seks z Liamem. Jego smutek, gdy pytał, czy jestem pewna, że chcę to zrobić w Walentynki. Łzy zapiekły mnie pod powiekami i pokręciłam gwałtownie głową.  Liam głośno westchnął i przetoczył się, siadając na krawędzi łóżka. Na chwilę ukrył twarz w dłoniach, po czym gwałtownie wstał, zabrał z podłogi bokserki i szarpiąc za klamkę, wyszedł do łazienki. Pospiesznie wciągnęłam na siebie T-shirt i majtki, po czym usiadłam zwinięta w kłębek na łóżku, ciasno oplatając się ramionami. Chłopaka nie było w pokoju kilkanaście minut – domyślałam się, że musi samodzielnie rozładować napięcie, skoro ja znów stchórzyłam, ale te minuty dłużyły mi się jak lata. W końcu usłyszałam jego ciężkie kroki na korytarzu i ciche skrzypnięcie drzwi, gdy wrócił. Zaskoczyło mnie, gdy zabrał jedną z poduszek, cicho rzucił, że będzie lepiej, jak będzie spał na kanapie i wyszedł. Jakbym dostała w twarz. Zawiodłam jego, zawiodłam siebie. Czułam się z tym podle, ale jednocześnie z jakiejś przyczyny nie mogłam mu się oddać. Przygryzłam wargi, chyba nieco zbyt mocno, bo poczułam metaliczny posmak krwi w ustach. Gdzieś w pokoju cicho tykał zegarek, a każdy wydawany przez niego dźwięk w moich uszach był głośny jak wystrzał. Nawet nie zorientowałam się, kiedy zaczęłam płakać. Dalej siedziałam skulona na łóżku, a splątane włosy zasłaniały wilgotną od łez twarz. 

Po jakimś czasie usłyszałam ponowne skrzypienie drzwi. Liam usiadł obok mnie na łóżku i bez słowa objął ramionami. Siedzieliśmy kilka minut w milczeniu, po czym chłopak odgarnął mi włosy z twarzy i zaczął mówić. W jego oczach też lśniły łzy.
- Cat… Przepraszam. Zachowałem się jak dupek. Nie wiem, może za bardzo na ciebie naciskałem, nie powinienem był cię zmuszać…
- Ciii. – przyłożyłam mu palce do ust, starając się zatrzymać potok słów. – To nie twoja wina. To coś ze mną jest nie tak…
- Proszę, nie mów tak. Serce mi pęka… - Teraz Liam starał się mnie uciszyć. – Skarbie… Przepraszam. Spróbujemy innym razem, dobrze? Nic się nie stało…
Pokiwałam głową, starając się pozbyć dławiącego uczucia w gardle. Pozwoliłam, by Liam ułożył mnie na swoim torsie, otulił kołdrą i objął dodatkowo ramieniem. Kilkanaście minut później jego oddech uspokoił się i zwolnił. Mi jednak nie było dane tej nocy zasnąć.

Od Autorki:
Jeden z bardziej wyczekiwanych przez Was rozdziałów, zarazem chyba najtrudniejszy do napisania dla mnie. 
Co sądzicie o całej tej sytuacji? O zachowaniu Cat, Liama? Śmiało, wylewajcie żale (;
Dziewięć do końca.