Escape to oryginalne opowiadanie, nie tłumaczenie.
Zawierać może sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich - czytasz na własną odpowiedzialność.

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 42.



Śniłam, że biegnę. Wysiłek włożony w ten ruch był o tyle bezcelowy, że wciąż dobiegałam do jakiegoś rozwidlenia, a niezależnie od tego, którą ścieżkę wybierałam, wracałam do punktu wyjścia. Obudziłam się sfrustrowana i bardziej zmęczona, niż byłam, kładąc się nad ranem spać. Gdy przewróciłam się na bok, by skulić się w ramionach Liama i może zdrzemnąć się jeszcze na chwilę, zdziwiłam się, bo druga połowa łóżka była już pusta. Westchnęłam ciężko i zmusiłam się, by wstać. Wyjęłam z szafy czystą bieliznę, parę bordowych dżinsów i luźną, białą koszulkę, po czym przemknęłam korytarzem do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i umyłam zęby, a z wrodzonej przekory namalowałam palcem na zaparowanym lustrze serduszko.
Zeszłam do kuchni, wiedziona zapachem kawy. Gdy stanęłam w progu i zobaczyłam pogrążonych w rozmowie Liama i Nialla, stchórzyłam i miałam ochotę wrócić na górę. Jeszcze tego brakowało, żeby Liam dowiedział się o mojej wczorajszej wizycie u Nialla… W zasadzie do niczego przecież nie doszło,  ale w dziwny sposób czułam się winna. Nie zdążyłam jednak wycofać się do schodów, bo Liam uniósł głowę i jego oczy napotkały moje. Jego twarz natychmiast rozjaśnił uśmiech. Podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się niepewnie do Nialla, zarzucając ręce na szyję siedzącemu Liamowi. Blondyn odpowiedział szerokim uśmiechem, w którym nie zobaczyłam ani śladu fałszu ani wczorajszego zachowania, więc automatycznie się rozluźniłam.
- Wyspana? – rzucił lekko Irlandczyk.
- Nieszczególnie, Liam strasznie chrapie! – zaśmiałam się, natychmiast otrzymując kuksańca w żebra od mojego chłopaka.
- No daj spokój, nie chrapię!
- W zasadzie stary, chrapiesz – Niall wziął moją stronę, a Liam zrezygnowany zwiesił głowę.
- Wszyscy przeciwko mnie, dzięki, naprawdę – żal w jego głosie był tak dobrze udawany, że poczułam się poruszona.
- Już, dobrze, kochanie. Po prostu następnym razem przyniosę sobie stopery do uszu – pochyliłam się i cmoknęłam go w skroń. – Jaka jest szansa, że dostanę kawę?
- Żadna. Jesteś dla mnie niemiła, to nie ma kawy – Liam wciąż udawał obrażonego.
- No nie, jak możesz… Byłbyś w stanie zostawić tak swoją dziewczynę rano bez kawy? Którą tak świetnie robisz? A ja mam taką ochotę na tę twoją kawę z mlekiem i odrobiną cynamonu… - wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi, wiedząc, że ma tam łaskotki.
- Zbyt dobrze mnie znasz… - chłopak podniósł się z krzesła i podszedł do ekspresu, by zrealizować moją zachciankę. Po chwili podał mi mój ulubiony kubek z aromatycznym napojem, który z uśmiechem odebrałam, po czym upiłam łyk.
- Ekhem? – Liam uniósł brwi, jakby czekając na coś.
- Tak? – spojrzałam na niego najbardziej niewinnie, jak potrafiłam.
- Chcesz mi coś powiedzieć?
- Nie, a co? – usiłowałam się nie roześmiać.
- Naprawdę? Jakieś magiczne słowo, cokolwiek? – Liam był zdumiony.
- Hm… Przepraszam? Albo nie, proszę! – dalej udawałam, że nie wiem, o czym mówi, a Niall zwijał się ze śmiechu.
- Serio? – brunet wyglądał, jakby zjadł cytrynę.
- No dobrze, no już. Dziękuję – uśmiechnęłam się szeroko, odstawiłam kubek na blat i uniosłam dłonie, opierając je na szerokich ramionach mojego chłopaka.
- I? – Liam nie wydawał się być usatysfakcjonowany.
Wspięłam się na palce i pocałowałam go w kącik ust, a nim zdążyłam się odsunąć, otoczył mnie ramionami i wpił się w moje usta. Jego język jakby błagał o to, bym rozchyliła wargi, ale świadomość, że nie byliśmy w kuchni sami, nieco mnie powstrzymywała. Gdy jednak Liam przeniósł jedną dłoń na mój policzek i zaczął delikatnie głaskać mnie kciukiem, ustąpiłam. Cicho jęknęłam, gdy przygryzł moją dolną wargę, a następnie musnął to miejsce językiem. Pewnie nasza ‘sesja’ trwałaby dłużej, gdybym nie usłyszała, jak ktoś głośno odchrząkuje – natychmiast oderwałam się od ust Liama i zobaczyłam pozostałych chłopaków i Perrie, stojących w progu. Oblałam się rumieńcem i skuliłam w ramionach Liama, a on, jak i pozostali, wybuchł śmiechem. Pierwszy zreflektował się Zayn – podszedł do mnie i kładąc mi rękę na ramieniu, powiedział:
- Nie przejmuj się, ta kuchnia widziała ciekawsze sceny, jeśli wiesz, co mam na myśli.
- Zayn! – pisk Perrie przedarł się przez śmiechy chłopaków.
- No co, przecież mówię prawdę! Pamiętasz, jak… - Zayn zwrócił się do swojej dziewczyny.
- Ważne, że ja pamiętam. I nie wspominajmy tego, okej? Do dzisiaj mi się to śni po nocach! – wtrącił się Harry. – I to nie w tym dobrym sensie!
- Może faktycznie zmieńmy temat… - poparł go Liam, widząc, jak twarz Perrie nabiera podobnego koloru, jak moja.
- Co dzisiaj robicie? – zapytała dziewczyna Zayna.
- Mamy jakiś wywiad, potem lunch z menadżerami, a na koniec spotkanie dotyczące trasy – odpowiedział Louis.
- Właśnie! Trasa! Kiedy jedziecie?
- Mówiłem ci, za dwa tygodnie. Na szczęście to tylko 10 koncertów, tutaj na Wyspach i w Europie – Francja, Niemcy, Belgia, Holandia, Hiszpania i Portugalia. – odpowiedział Zayn z przekąsem.
- Widocznie wyleciało mi z głowy! – odgryzła się Perrie, pokazując chłopakowi język.
- Liam? Jaka trasa?! – odsunęłam się lekko od chłopaka, a moje pytanie zawisło w powietrzu. – Zamierzałeś mi w ogóle o tym powiedzieć?
- Oczywiście, że zamierzałem! Po prostu wiesz, jak ostatnio było…
- Ale mogłeś to zrobić wczoraj. Na co czekałeś, chciałeś mi wysłać smsa z lotniska, że nie będzie cię przez dwa tygodnie? – byłam rozżalona i zła. Pewnie, nie byłam zadowolona z tego, że wyjeżdża, ale wiedziałam, że to jego praca i pasja. Ale fakt, że zataił to przede mną, był irytujący i w zasadzie właśnie to mnie najbardziej zabolało.
- Nie powiedziałeś jej? – zapytał cicho Niall, a jego oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
- Cat… - Liam próbował złapać mnie za nadgarstek, ale byłam szybsza.
- Nie jestem głodna. Jadę do pracy, cześć – minęłam stojącego w przejściu Harry’ego, który chciał mnie zatrzymać, ale widząc moją minę, odpuścił. Wsunęłam stopy w buty na koturnie, w których chodziłam dzień wcześniej i, zabierając z wieszaka kurtkę i torebkę, wyszłam.
Czemu z nami zawsze tak było? Wszystko pięknie się układało, śmiechy, wyznania, cuda wianki, a potem spadała na mnie jak grom z jasnego nieba taka informacja i wszystko się sypało. Po drodze do przystanku autobusowego znalazłam w torebce swój odtwarzacz MP4 i wcisnęłam słuchawki w uszy. Nic nie robiło mi tak dobrze na skołatane nerwy, jak muzyka. Odszukałam na playliście nowy album Muse, ściągnięty tydzień wcześniej i zasłuchałam się w ostre gitary, próbując zignorować telefon, który uporczywie wibrował mi w kieszeni. W autobusie nie wytrzymałam – wyjęłam komórkę z kieszeni i spojrzałam na ekran. Cztery nieodebrane połączenia od Liama, jedno od Nialla, dwa od mamy. Te ostatnie najbardziej mnie zaskoczyły, dlatego postanowiłam szybko oddzwonić. Mama chyba tylko na to czekała, bo odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć, co się dzieje? – przywitałam się, chyba mało kulturalnie.
- Cześć. Ewa, tylko proszę, nie denerwuj się – zapowiedziała moja mama. Odzwyczaiłam się od brzmienia mojego imienia, a jej słowa tylko podniosły mi ciśnienie.
- Jak tak zaczynasz, to na pewno się zdenerwuję. Co jest grane?! – rzuciłam zniecierpliwiona.
- Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć – Marcin jest w szpitalu.
- Co?! – krzyknęłam, nie zważając na to, że w autobusie nie byłam sama.
- Marcin jest w szpitalu – powtórzyła moja mama, co najmniej, jakbym nie usłyszała za pierwszym razem. – Nie wiem dokładnie, co się stało, podobno przedawkował jakieś tabletki. Kiepsko z nim…
- Boże… Nie wiem, czy dam radę przylecieć… Postaram się. Melduj mi na bieżąco, co z nim, postaram się być jak najszybciej – odpowiedziałam, zastanawiając się, jak to wszystko zorganizować i co do cholery przyszło Marcinowi do głowy z tymi tabletkami.
- Dobrze, będę dzwonić. Pa – mama obiecała i rozłączyła się, a ja natychmiast wybrałam numer do Mii. Poprosiłam ją o ustalenie, kiedy odlatuje najbliższy samolot do Polski i czy można jeszcze dostać na niego bilety. Po kilkunastu minutach oddzwoniła, mówiąc, że wcześniej, niż w kolejnym tygodniu nie ma szans. Osunęłam się zrezygnowana na fotelu w metrze, do którego zdążyłam się przesiąść. Tydzień. To za długo, nie mogłam tyle czekać. Nie w sytuacji, gdy życie mojego przyjaciela wisiało na włosku.
- Liam. Nie mam teraz siły się z tobą kłócić, powiedz mi tylko, czy to prawda, że macie własny samolot – rzuciłam do słuchawki, gdy tylko mój chłopak odebrał telefon.
- Tak, ale… - chłopak był szczerze zdumiony.
- Nie ma żadnych ale. Przyjedź do mnie do pracy, jak najszybciej – odpowiedziałam i rozłączyłam się. 
Po drodze do agencji wbiegłam do kawiarni, a znajomy barista, który dobrze wiedział, że zamówię karmelową mochę i rogalika, przygotował mi to, nim zdążyłam poprosić. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i zapłaciłam, po czym skierowałam swoje kroki do budynku agencji. Siedząca w recepcji Mia obdarzyła mnie zdumionym spojrzeniem i poinformowała, że w konferencyjnej czekają na mnie goście. Uspokoiłam ją, mówiąc, że wiem o ich wizycie i poprosiłam o odsyłanie wszystkich do Lux.
- Dobrze, że jesteś. Jesteście – poprawiłam się, widząc, że do studia przyjechał nie tylko Liam, ale i pozostali chłopcy. – Mam nadzieję, że nie popsułam waszych planów.
- Cat, daj spokój… Co się stało? – Niall zadał pytanie, które cisnęło się na usta wszystkim obecnym.
- Muszę natychmiast wracać do Polski, ale najbliższy samolot jest za tydzień. Wiem, że nie powinnam w ogóle o to pytać, ale czy jest jakaś szansa, że… - nawet nie skończyłam pytania, bo zorientowałam się, jak głupio brzmię. Czy ja naprawdę zamierzałam poprosić chłopaków o pożyczenie mi ich samolotu?!
- Nie możemy załatwić dla ciebie samolotu – odpowiedział Liam.
- Nie, jasne, przepraszam, to głupie.
- Daj mi skończyć! Samolotu nie da rady, ale co powiesz na helikopter? – dokończył z uśmiechem Liam.
- Serio?! – otworzyłam usta w zdumieniu.
- Oczywiście. Poczekaj, muszę zadzwonić w kilka miejsc – to mówiąc, Liam podszedł do okna i zaczął wybierać kolejne numery.
- Dlaczego w ogóle musisz wracać? – zapytał Harry.
- Marcin jest w szpitalu, podobno przedawkował jakieś tabletki – odpowiedziałam, czując, jak broda mi drży, a oczy wypełniają się łzami. Tak strasznie się o niego bałam…
Niall i Harry natychmiast podeszli do mnie i otoczyli ramionami, a ja zagryzłam wargi, by nie płakać. Wtuliłam się w Harry’ego, a drugi z przyjaciół delikatnie głaskał mnie po plecach. Liam cały czas obserwował nas z przeciwległego końca pokoju, a Louis i Zayn cicho rozmawiali o tym, kim jest Marcin. Po kilku minutach mój chłopak wsunął telefon do tylnej kieszeni spodni i podszedł do nas. Harry i Niall odsunęli się nieznacznie ode mnie, ale wciąż pozostawali na wyciągnięcie ręki.
- I co? – zapytałam cicho, bez większych nadziei na  pozytywną odpowiedź.
- Były małe problemy z pozwoleniem na lądowanie, ale udało się. Możesz lecieć jutro skoro świt, wcześniej nie da rady – Liam uśmiechnął się przepraszająco.
- Dziękuję… - wyszeptałam z wdzięcznością. Chłopak wyciągnął do mnie rękę, a ja z wahaniem podałam mu swoją i pozwoliłam, by przyciągnął mnie do siebie.
- Pójdziemy już, daj nam znać, jak będziesz wiedziała, co z twoim przyjacielem – zreflektował się Harry i przechodząc w stronę wyjścia potarł pokrzepiająco moje ramię. Za nim podążyli Louis i Zayn, a Niall, wychodzący jako ostatni, przytulił mnie krótko i wyszeptał mi do ucha, żebym była dzielna.
Gdy zostaliśmy sami, Liam oparł się o blat stołu i przyciągnął mnie do siebie. Stanęłam między jego nogami i uparcie wpatrywałam się w podłogę. Chłopak położył jedną rękę na moim biodrze, a drugą uniósł mój podbródek, zmuszając, bym na niego spojrzała.
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem o trasie – Liam powiedział cicho. – I przykro mi z powodu Marcina… Chcesz, żebym poleciał z tobą?
- Wiem, że kochasz koncertować, i nie mam ci tego za złe. Tylko jest mi przykro, że nic mi nie powiedziałeś… A co do lotu… Nie, to nie ma sensu. Masz swoje obowiązki… - odpowiedziałam, chociaż w głębi duszy bardzo bym chciała, by Liam poleciał ze mną do domu. Czułam, że jego wsparcie mogłoby być potrzebne, ale nie śmiałam o to prosić. I tak już dużo zrobił, organizując mi przelot do Polski.

28 komentarzy:

  1. Wow! Co za zwrot akcji!
    (I w ogóle zauważyłam nowy rozdział zanim zdążyłaś mnie poinformować, możesz być dumna)
    Domyślałam się powrotu Cat do Polski, prędzej czy później, ale nie sądziłam że będzie w to wplątany Marcin. A przynajmniej nie w takim stopniu i sensie. Bo to, że podobno przedawkował tabletki mnie serio poruszyło. Cat go zaniedbała, tak mi się wydaje. Nie będę zgadywać, dlaczego je przedawkował, bo nasuwa mi się tylko to, że tęsknił za Cat, a to chyba za banalne i w ogóle nierozsądne, ale do niczego nie mogę mieć pewności.
    Nie wiem jak to robisz, że potrafisz utrzymać swój lekki i niesztuczny styl nawet, opisując trudną sytuację. Chyba już Ci to kiedyś mówiłam, ale będę więc powtarzać, bo naprawdę tak jest!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Leć z nią!!

    OdpowiedzUsuń
  3. What? No dobra, Marcina w ogóle nie brałam pod uwagę w rozważanych przeze mnie scenariuszach, dlatego naprawdę mnie zaskoczyłaś.
    Aż nie mogę się doczekać, co dalej dla nas przygotowałaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. ^Ucieczka^ kurwa, to mnie prześladuje .Zapewne już nie wróci ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. a co jeśli ona sobie coś zrobi bo Marcin umrze? O_O

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :D <3

    OdpowiedzUsuń
  7. ołł! Rewelacja rozdział! *__*
    Marcin..? :C o nieee. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie. ahh :<
    Liam, dlaczego nie powiedziałeś jej prędzej o trasie, no? Ohh. Nie lubię jak Cat kłóci się z Liamem. :|

    Tak bardzo niecierpliwie czekam na kolejny ! ♥

    Całuję x
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny !!! Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany , ale się pokomplikowało. Super opowiadanie !!

    OdpowiedzUsuń
  10. nie spodziewałam sie takiego obrotu akcji! na prawde jestem ciekawa co dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ma to jak pożyczyć sobie helikopter od one direction heh :)
    Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  12. DZIEWCZYNO ROZDZIAL BOMBA! DLACZEGO LIAM NIE POWIEDZIAL CAT O TRASIE HALO? PRZECIEZ TO NIC TAKIEGO CHYBA. MARCIN I PRZEDAWKOWANIE TABLETEK? COS MI SIE TU NIE PODOBA. NIALLA MI TAL BARDZO SZKODA. JESTEN ROZDARTA WEWNĘTRZNE TO CO MA CAT DOPIERO POWIEDZIEC. NAPILABYM SIE TAKIEJ KAWY JAK ROBI LIAM, KAWA LIAMA OMG ;-; DZIEWCZYNO CI TY ZE MNA ROBISZ. ESCAPE MOIM ŻYCIEM ICRHCDDHBDRYH HAHA. ILY
    KINGA

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny rozdział. @mysweetiejade

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział . Kocham twój styl pisania. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wspaniały !!

    OdpowiedzUsuń
  16. jeej biedny Marcin :c ciekawe dlaczego wziął te tabletki
    a tak btw chcę Cat i Nialla :/
    do następnego kochana xx

    OdpowiedzUsuń
  17. Więc tak:
    ·#fangirling bo Escape moim życiem! wooohooo!
    ·Albo mi się wydaję albo Zayn i Perrie, no wiecie no tenteges robili w kuchni XD
    ·Liaś, czemu nie powiedziałeś Cattie o trasie?!?
    ·Marcin i tabletki? Coś mi tu nie pasuje...
    ·Escape to ucieczka. A CO JEŚLI CAT JUŻ NIE WRÓCI?!?! DOBRY JEZU! kurwa, a jak ona nie wróci...
    Dziękuję za uwagę.
    Kocham was xx
    Escape moim życiem ♥
    Pozdro
    Joł & Pisss
    Red♡

    OdpowiedzUsuń
  18. O wow. Helikopter? Serio? Masz naprawdę bujną wyobraźnię :P Nie mogę się doczekać dalszej części, jestem ciekawa jak to się ułoży...
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam tu: http://one-direction-half-a-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy jakże zajebisty rozdział? XD

    OdpowiedzUsuń
  20. PISZESZ CUDOWNIE:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli szukasz zwiastunu na swojego bloga zajrzyj tutaj:
    zwiastuny-na-blog48.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Co za drama :o

    OdpowiedzUsuń
  23. POPROSZĘ 3 POWIĘKSZONE ZESTAWY Z MC CHICKENEM, DUŻE FRYTKI, COLE, HAPPY MEAL'A I.. NOWY ROZDZIAŁ W ESCAPE! BŁAAGAM:C

    OdpowiedzUsuń